środa, 27 listopada 2013

Co w końcu z tym Polsatem...


Miałam pisać o zakończonym kilka dni temu sezonie, jednak sytuacja z F1 w sezonie 2014 na polskim rynku medialnym zmieniła trochę moje plany. 

GP Brazylii ma/miało być ostatnim wyścigiem w telewizji Polsat. Po 7 latach cała załoga pożegnała się z widzami, wspomniała o tym, że to były pięknie spędzone lata. Na drugi dzień w mediach internetowych pojawiły się przeczące sobie informacje: „Polsat nie będzie transmitował F1 w sezonie 2014” oraz „Polsat jednak walczy o F1?”. 

Wiadomo, że od czasu kiedy Robert Kubica – po swoim wypadku w jednym z rajdów – nie wrócił do F1, oglądalność zaczęła spadać. Reklamy nie przynosiły już takich zysków jak kiedyś, pojawiły się programy rozrywkowe, które były chętniej oglądane niż wyścigi czy kwalifikacje. Niestety, mimo iż na pewno większości kibiców pasowałyby relacje w kanale Polsat Sport News, to istnieje ogromne ryzyko, że Formuła 1 zostanie przejęta przez NC+, Orange lub FOX, który ma powstać na potrzeby F1 w naszym kraju. 

Jednak co mnie dziwi. Fakt sprowadzenia do studia i do kabiny komentatorskiej Grzegorza. Pojawienie się jego osoby spowodowało, że bardzo wiele osób wróciło do oglądania poczynań kierowców. Wzrósł poziom, merytoryczność, nie przeszkadzały nawet słynne wstawki P. Andrzeja. Jednak ucinanie podium, tabel z wynikami pokazywało, że „Słoneczna Stacja” za wszelką cenę próbowała za pomocą reklam jakoś nadrobić straty. Jednak co z Grzegorzem? Wróci do komentowania MotoGP, czy zostanie wydelegowany do innych sportów? Na pewno zakończenie współpracy między nim a stacją będzie bardzo - ujmijmy to grzecznie - brzydkim zachowaniem.  

Prawa do emisji.

Jeżeli chodzi o nasz kraj, wydaje mi się, że jesteśmy wstanie wynegocjować niższą cenę niż to ma miejsce w przypadku Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Nie posiadamy swojego reprezentanta w Formule 1, weekendy wyścigowe ogląda mało osób, więc powinno się to opłacać nie tylko Berniemu, ale i nam. 

Obecnie w internecie można znaleźć wiele przeczących sobie informacji – o czym wspomniałam wyżej. Grzegorza nawet nie pytam o te sprawy, bo przecież jak sam napisał na swoim profilu, nie on o tym decyduje. Nam pozostaje jedynie wpieranie Facebookowej inicjatywy „Chcemy F1 w Polsacie”, bo już nie raz udowodniono, że siła akcji na „Twarzoksiążce” przynosi efekty ;) 


poniedziałek, 18 listopada 2013

"kto, gdzie, jak, z kim i dlaczego." ;)


Zamiast czytać tekst na jutrzejsze zajęcia robię milion innych rzeczy. Ostatnie dni spowodowały, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy, ale też mi trochę tęskno. Jednak postanowiłam coś tu „nasmarować”. 152 lajków plus duża liczba czytających zobowiązuje.

Może zajmijmy się tematem, kto, gdzie, jak, z kim i dlaczego.

Po pierwsze Kimi. No cóż.. Po wczorajszym wyścigu Fin spadł z pudła w generalce i nie ma szans na odrobienie strat. Operacja kręgosłupa, na którą ponoć namawiali go włodarze Ferrari przebiegła bez komplikacji i sam zainteresowany ma się wyśmienicie. Śmieszy mnie ta sytuacja, ponieważ Kimi znów wchodzi do tej samej rzeki – czytaj Ferrari, – ale rezygnuje z bycia na pudle i pieniędzy, które by dostał. Tak wiem, Lotus mu nie płaci.. ale są rzeczy ważne i ważniejsze.

Dwa Heikki Kovalainen. Hmmm treningi i kwalifikacje ładnie, wyścig już trochę mniej. Jednak patrząc na problemy, jakie dokuczały Finowi, można mu wybaczyć. Davide ma focha za to, że Lotus wybrał doświadczonego Fina, jednak z całym szacunkiem dla niego, myślę, że skończyłby gorzej. Coś jak Fisi, który zastąpił Massę po wypadku. W Spa o mało nie wygrał w wolnym Force India i to z Ferrari, które było prowadzone przez Kimiego, a w Ferrari przegrał wszystko.. Kimi jednak nie tylko zostawił mu bolid, ale i bieliznę :D czytując samego zainteresowane „ciekawe czy ją chociaż uprał”? ;)

Trzy Perez. No cóż. Raz na wozie raz pod wozem. Meksykanin miał kilka dobrych wyścigów, jednak McLaren mu podziękował. Aby tego było mało na torze w Austin wywieszono przerobioną flagę Meksyku, czym jeszcze bardziej Brytyjska Legenda rozwścieczył jego fanów. Szefostwo zespołu twierdzi, że szuka dla Checo miejsca na przyszły sezon, jednak wszyscy wiemy, że to nie jest takie łatwe. Tu nie ma telefonów pt: „Cześć. To ja Martin, słuchaj weź daj Perezowi fotel na następny sezon”.. Tak łatwo nie ma. Jednak dziwi mnie jego następca. Kevin Magnussen. Szczerze przyznam, że nie śledziłam jego losów w Formule Renault 3,5, jednak przeglądając jego dorobek wyścigowy można powiedzieć, że nie jest to porywanie się z motyką na słońce przez McLarena.

Cztery Pastor Maldonado. Kiedy tłumaczyłam jego wypowiedź po kwalifikacjach to o mało nie padłam. Nie lubię zachowania – w pewnych aspektach – Vettela, ale to, co wyprawia i mówi Wenezuelczyk powoduje, że mam go serdecznie dość. Jeżeli Lotus połasi się na jego „walizkę pieniędzy” a nie wybierze zdolnego Hulka, to można śmiało powiedzieć, że Lotus się sprzedał i będzie mi szkoda Groszka, który będzie musiał znosić fochy primadonny.

Pięć. Felipe Massa i Rob Smedly. Cieszy mnie to, że przechodzą razem do Williamsa. Jednak tak mnie zastanowiła jedna rzecz. Rozmawiając z mamą i udzieleniu jej wszystkich informacji powiedziała takie zdanie: „to coś jest nie tak, jeżeli Robert idzie z nim do Williamsa”. W sumie ma rację. Rob ma stałą pozycję w Ferrari, pensję a w Williamsie nie będzie tylko inżynierem Massy. Możliwe, że Smedley dostał takie stanowisko pracy, które będzie sporym awansem dla niego, nie wiem. Aż mi się przypomniały czasy jak wiedziałam dużo więcej niż teraz – jednak bycie dziennikarzem utrudnia pewne kontakty ;)

Sześć Vettel. No, no, no. Nasza dzidzia powoli dojrzewa ;) Ósme zwycięstwo z rzędu, piękne słowa po wyścigu. Niemiec wyraźnie dorośleje. Ciekawe na ile plotki o przyszłym ojcostwie są prawdziwe. Jednak nie zgodzę się z tym, że jest jak Senna czy Schumacher. Vettel to powoli legenda swoich i tylko i wyłącznie lat :)

Siedem koniec.

środa, 13 listopada 2013

„Szczęście to mój wróg”


Tak proszę państwa, czas na kilka słów o „Rush”.

Kiedy siedzisz w tym sporcie i wiesz, że film oparty jest na faktach i je wszystkie znasz, to masz takie poczucie: „zobaczymy jak to ubrali w całość. Komercja i reklama wygrały, czy w końcu stworzono arcydzieło?” Takie oto różne myśli pałętały mi się po głowie.

Siedząc na sali kinowej – po milionie reklam - wstęp wywołał u mnie sporo emocji. Dreszcze, gęsia skórka, maksymalne skupienie – pozostało ze mną do końca.

Każda minuta filmu, każdy kadr wywoływał u mnie emocje. Oczywiście były momenty, że chciało mi się wnet ryczeć, ale dałam radę ;) Jak to bywa w filmach opartych na prawdziwych historiach było kilka małych przekłamań, pomyłek, jednak bądźmy szczerzy, to jest to najlepszy (w obecnych czasach) film o F1. Nie wiem czy widzieliście, ale polecam obejrzeć sobie bardzo wiekowy już i bardzo długi film pod tytułem „Grand Prix” z 1966 roku. Kiedy dowiecie się jak powstawały zdjęcia do tego filmu, na pewno stwierdzicie, że tutaj też tak można było (jednak film bez pomocy komputera i miliona grafików, to w obecnym czasie nie to ;).

Nie będę spojlerować, bo nie wiem czy wszyscy widzieli już „Wyścig” (to tłumaczenie mocno mnie irytuje). Małym minusikiem były momenty GP, gdzie można było sobie darować muzykę i dać odgłosy „pędzących koni mechanicznych”.  Jednak Hans Zimmer, to marka sama w sobie i tutaj wybaczam ;)

Odtwórcy głównych ról? Genialni. Odtwórca roli Laudy na Oskara. Hunt troszeczkę mniej. Nie wiem czy twórcy filmu korzystali z książki pod tytułem: „Wewnątrz umysłu kierowcy Grand Prix”, ale tam też można było sporo dowiedzieć się o Huncie i Laudzie. W sumie to muszę poszukać, na czym głównie się opierali.

Jednak wiecie co mnie totalnie zaskoczyło? Końcówka. Nie powiem co dokładnie zawiera, ale kilka łez możecie uronić. Piękne słowa z ust człowieka, po którym byście się tego nie spodziewali – tak końcowe słowa, są autorstwa samego Laudy :)

PS: zarzucono mi osobiste przeżycia na blogu.. hmmm ale chyba od tego jest blog prawda :)? Jednak przyjmuję krytyka, nie samymi pochlebstwami człowiek żyje ;)

poniedziałek, 21 października 2013

"Najważniejsze jest to, że ktoś wniósł do F1 powiew świeżości a w MotoGP ją utrzymano. "


Obiecałam sobie, że nigdy nie będę poruszać tego tematu, ale chyba muszę. Komentarz F1 i MotoGP w naszym kraju. Na pewno wielu z was zna Michała i Grzegorza z czasów relacji MotoGP na kanale sportowym SportKlub. Jednak przyjrzyjmy się czasom obecnym.

Pozwólcie, że nie napiszę nic na temat przeszłości F1 na kanałach Polsatu…. Skupię się na teraźniejszości. Na pewno byliście zaskoczeni, kiedy usłyszeliście głos Grzegorza, a nie Maurycego. Ja byłam, ale od pierwszego wysłuchania – jak to dziwnie brzmi ;) – stwierdziłam, że to jest to i coś mi ten głos był znajomy. Gdzieś już go słyszałam.. dopiero potem mnie oświeciło, że to ½ składu MotoGP. 

Pierwsze treningi, kwalifikacje i wyścig. Grzegorz, dla którego był to debiut zakończył pierwszy weekend na 4+. Był to niesamowity debiut i żeby od razu na 4+?! Tak i proszę mi nie zarzucać, że jestem nieobiektywna, bo oceniam wszystko z punktu widzenia tego, czego nauczono mnie na studiach dziennikarskich. 

Pomyłki się zdarzają i zdarzać będą, ale Grzegorz potrafi się do nich przyznać. Sama kilkukrotnie zwracam na coś uwagę, a sam zainteresowany przyznał się do błędu i to na antenie!… w przeciwieństwie do Pana Andrzeja – chociaż powoli się uczy. Nadal męczy mnie wcinanie się w słowo Grzegorzowi, nadal męczy mnie przypominanie pięć tysięcy razy tej samej historii.. męczy mnie, że Pan Andrzej stwarza wrażenie, jakby nie patrzył na ekran tylko gadał co chciał.. no cóż. Jednak trzeba mu oddać, że posiada wiedzę i to nie małą.. ale teraz nastały czasy, gdzie trzeba komentować jak przysłowiowa katarynka i trzeba wszystko mieć na uwadze. 

Michał i Adam lub jak to czasem ma miejsce Grzegorz i Adam. No to są wyśmienite połączenia. Trzy żywioły, które potrafią ze sobą współgrać. To jest magia. Oczywiście Adam miał słabe dni za mikrofonem, ale domyślam się czego to było powodem i można mu to wybaczyć. Zdarza się.  

Panowie mają dar, który powoduje, że chce się ich słuchać. Kochają – mam nadzieję ;) – to co robią i robią to sercem. A musicie przyznać, ze wszystko co jest robione z sercem jest najpiękniejsze.

Jednak nauczyliśmy się wszystko krytykować, ot nasza cecha. Wielu nie może się pogodzić, że obecnie F1 i MotoGP jest żywiołową relacją, dynamiczną i rozwijającą się. Wielu nadal uważa, że obie dyscypliny sportowe to dodatek do niedzielnego kotleta czy rosołu. Jednak do świata F1 – naszego kolorowe, chermetycznego świata wkroczył Grzegorz. Według mnie osoba idealnie nadająca się na komentatora naszej ukochanej królowej. 

Aby było śmieszniej musimy pamiętać jednak, że Panowie przeprowadzają relację a nie komentują ją.

Nadal boli to, że wiele osób w tym osoby związane z F1 krytykują Panów w internecie, a nie potrafią powiedzieć tego im w twarz. Smutne, ale prawdziwe… Ja tylko powiem, na podstawie relacji wirtualno - rzeczywistej w pewnym stopniu, że panowie są odpowiednimi osobami, na odpowiednich miejscach... a jeżeli ktoś mówi, że zrobi to lepiej, zapraszam przed mikrofon do stacji Polsat. 

Najważniejsze jest to, że ktoś wniósł do F1 powiew świeżości a w MotoGP ją utrzymano. 


czwartek, 17 października 2013

Vettel i Alonso - słów kilka ;)

Jedni go kochają, inny nienawidzą. Są jego wiernymi fanami, lub uważają za największego wroga. Były, obecny, przyszły Mistrz Świata – Sebastian Vettel. Można go nie lubić, nienawidzić, ale jest mistrzem. Zapracował sobie na to. Kto będzie pamiętał jak zdobył tytuły? Kto będzie pamiętał, że przez niego Mark był tylko pionkiem. Ludzie będą pamiętać to, że był i jest Mistrzem.
Alonso, Vettel, Hamilton. Trzech kierowców uważanych za bogów kierownicy. Jednak każdy z nich ma wady i to dość spore.
Alonso niby pokazał, że potrafi wycisnąć z marnego McLarena 101%, ale z Ferrari nie pokazuje nic. Kompletne zero. Ciągły płacz, że Massa go blokuje, ciągłe polecenia TO dla Felipe – tak zachowuje się Mistrz Świata? Przepraszam, były mistrz, który w decydującym momencie nie potrafił wyprzedzić żółtego bolidu Renault i potem wszystko zwalił na Rosjanina. Hiszpan niby podąża drogą Samuraja, ale Samurajowie mieli honor, nigdy nie kłamali, a jeżeli nie mogli czegoś dokonać lub zhańbili swoją osobę z honorem odbierali życie. Jakoś Alonso mi nie pasuje do Samuraja, chyba, że podąża drogą jakiegoś wykolejonego wojownika.
Vettel jest czasem zarozumiały, pyszałkowaty, ale nie oszukujmy się. Potrafi swoją pracę przekuć na wyniki. Oczywiście, że nie jest doskonały. Nie raz już pokazał, że jak jest na 2,3 albo dalszym miejscu gubi się, denerwuje, jest prowadzony przez zespół po sznurku, bo sam by sobie nie poradził. Jednak analizuje wyniki, szuka ułamków setnych by być najszybszym. Nielegalny bolid? Jak na razie nikt tego mu nie udowodnił i na razie odłóżmy to na bok. Jazda bolidem BMW, wygrana w Toro Rosso – tu szukajmy jego geniuszu. Tu jest geniusz Vettela. Marny bolid, którym dał radę pokonać największych. RBR dał mu najszybszy bolid, który – według mnie – trochę umniejsza jego umiejętnościom. Teraz ma łatkę szybkiego przez to, że Newey dał mu piekielnie szybki bolid. A moim zdaniem powinno mu się zostawić trochę miejsca na samorealizację. Na doskonalenie bolidu samemu. Według mnie Vettel zmienił się troszeczkę na gorsze, ale nie oszukujmy się, jest geniuszem kierownicy. Może nie za sprawą Red Bulla, ale za sprawą tego co pokazał w przeszłości. A charakter? Vettel jest wredny, niczym kiedyś Alonso w McLarenie ;)

A o Hamiltonie pisać na razie nie będę ;)

wtorek, 15 października 2013

"Jesteś tylko malutką częścią świata, która kiedyś zniknie"...


Siedzę sama w pokoju… moja współlokatorka mnie opuściła na jakiś czas. Przede mną znów stos kserówek, jutro zajęcia przez cały dzień. Jednak nie potrafię się skupić. Nie chodzi tu o gorączkę, czy zatkany nos, tylko znów myślę o życiu. O tym co jest dla mnie cenne, co kocham, co szanuję… Śmierć Seana mnie dotknęła, czuję się jakbym straciła przyjaciela… Pamiętam jak zaprosiłam go do znajomych, a potem się śmiał, że musi zmienić swoje prywatne konto na fan page, bo nagle się stał popularny – i zrobił to.. to był śmieszny dzień wówczas. Dziś go wspominam, jako kierowcę, człowieka który był zawsze ułożony i czasem uśmiechnięty – jak to Anglik. Jednak malutkim pocieszeniem – jak to kolokwialnie brzmi! – jest to, że zginął robiąc to co kochał….
Mimo iż nie znałam go osobiście, czuję pustkę. Już nie usłyszę jego nazwiska podczas wyścigu, już nie zobaczę żółtego stroju na podium – on po prostu odszedł do lepszego świata.
Czym jednak jest człowiek w obliczu śmierci? Niczym. Może jedynie pomyśleć o zmarłym, zapalić lampkę na jego grobie, popłakać się z powodu jego straty. Tak sobie myślę, że dopiero kiedy ktoś umiera przypominamy sobie jaki ten ktoś był naprawdę. Zapominamy o jego winach, wadach.. ale nigdy nie słyszałam złego zdania na temat Edwardsa. Nigdy.
Jak wiecie, rozmawiam sobie czasem z Grzegorzem, czy Mickiem…. I tak mi przez chwilę przez głowę przeszło… no wiecie… Mimo iż są ode mnie o wiele starsi, mają swoje rodziny czuję się jakbym znała ich dawna – mam nadzieję, że to nie jest głupie… jednak ja naprawdę się przywiązałam do nich. W gronie znajomych mam też dziennikarzy, kierowców.. czasem do nich napisze, ale jestem typem człowieka, który się nie narzuca. Skomentuję od czasu do czasu jakiś post, dam przysłowiowego lajka… ale głupio mi pisać od tak.
Przykładem człowieka z którym sobie jeszcze swobodnie piszę jest Chris Vlok. Może dlatego, że to ja poprosiłam go o wywiad, że to ja poprosiłam go by był naszym ekspertem od torów… ale chwila….. Z Estrem też robiłam wywiad i nie potrafię luźno do niego napisać. Może zajęcia z Psychologii Internetu pozwolą mi odkryć dlaczego postępuję tak a nie inaczej…

Sean będę za Tobą tęsknić…

piątek, 4 października 2013

„Robisz coś nieszablonowego”

F1. Od kiedy pamiętam pałęta się w moim życiu. Nigdy mi nie zrobiła krzywdy, bardziej ludzie z nią związani albo jej przeciwnicy.
Wróciłam na studia. Kilku osób cholernie mi brakowało i odczułam to już pierwszego dnia – tęskniłam za nimi. Mój bliski kolega – zawsze się droczymy i sobie docinamy, ale robimy to ze świadomością i zawsze na koniec jest śmiech. Nawet jego dziewczyna się zaczęła dopytywać dlaczego mi ciśnie – dopiero od niego dowiedziała się, że to droczenie ;) Kilka koleżanek. Jakby dobrze policzyć na 70 osób trzymam się z 10? 12? osobami? Przynajmniej mi te osoby pasują :)
A dlaczego chciałam rzucić wszystko w diabły? Docinki, cholerne, pieprzone docinki, wyśmiewanie się. Jestem takim człowiekiem, że przez pewien czas się nie przejmuję, ale jak wszystko się nagromadzi to potem płaczę przez pół nocy i następny ranek – przynajmniej mi teraz jest lżej. Najgorzej jest kiedy człowiek analizuje wszystko co się zdarzyło, co zrobiło się źle – ryczysz jak bóbr. Jednak chwile załamania miała swoje dobry strony – widzisz wówczas kto chce z Tobą rozmawiać, kto chce Cię wesprzeć, komu zależy na tym, by przez głupotę nie rzucić czegoś cennego... i pewnie nie wiedzieliby, że coś jest nie tak, gdybym nie napisała tego na fan pagu... jakoś łatwiej mi tu pisać, bo większość z Was wie, że jestem tylko studentką i początkującą dziennikarką F1.
Jako tak zwana „przylepa” siedzę na fejsie i wysyłam emotikonki, po prostu aby ktoś wiedział, że jestem – a może ma czas i porozmawia ze mną? Oczywiście nie jestem spamerem i nie robię tego co pół dnia ;)
Teraz będę miała przedmiot „Psychologia internetu” i tak się zastanawiam jaki ubaw będzie miała osoba, która zna mnie prywatnie i mojego fejsa oraz zna i czyta moje notki. Analizując mnie z fejsa i mnie z bloga to dwie różne osoby. Na swoim wallu umieszczę cytat albo piosenkę i nie każdy wie, że mam doła, a tu mówię o tym otwarcie. Normalnie wariatka ;)
Ostatnio przeczytałam o sobie, że jestem fajną osobą oraz, że robię coś nieszablonowego. Kurde, dwie różne osoby i takie komplementy – chce tak zawsze ;)
Piszę, piszę i wyszedł jeden wielki chaos – cała ja ;) dlatego może zakończę tutaj swoje chaotyczne pisanie i po prostu porządnie się wyśpię ;)

poniedziałek, 23 września 2013

Spełnione marzenia- Top Gear Live

21 września. 4:40 rano, sobota. Czas wstawać – było strasznie trudno ogarnąć się, ale jakoś wstałam.... potem sprawdzić czy wszystko się ma – najważniejsze bilety i jazda. Pierwszy przystanek Wielkopolska. Zostawiamy mamę i kota na pogrzebie, my lecimy dalej. Rodzina nie miała nic przeciwko naszemu wyjazdowi, to można spokojnie i bez wyrzutów sumienia jechać. Nawigacja, mapa, cb radio. Słowem mamy wszystko. Droga do Warszawy miała przebiegać przez Zegrze Południowe, odwiedzenie ciotki oraz Grzegorza, jednak objazdy spowodowały, że trafiliśmy prosto do Warszawy. Mieliśmy godzinę na znalezienie parkingu i przejście 4 kilometrów na stadion. Ja, jak to ja oczarowana wszystkim co wokół mnie. Zabraliśmy co potrzebne i idziemy.
Pierwsze co mnie urzekło to budynek naprzeciw Centrum Kopernik. Stary, obrośnięty winoroślą, w środku szklane schody. Coś pięknego. Niestety nie znalazłam co to takiego było. Jeżeli ktoś wie, to podpowiem, że znajdowało się to obok ulicy Karowej. Może to była palmiarnia? Następnie Centrum Kopernik – kolejny piękny budynek, a w środku dzikie tłumy :D rzut oka na salon Bentleya i idziemy dalej. Most. Dla wielu warszawiaków to zwykły most, dla mnie cudo. Zwłaszcza jak wracałam o 23 na parking.
Pit Party. Weszliśmy równo o 15:30. Stoisko Infinity i bolid Red Bulla. Zdjęcie sobie zrobiłam, ale to w końcu Red Bull, to co się będę chwalić fotą z RBR ;)) Posądzona o zdradę nie chcę być ;)) Potem stoisko samochodów bajkowych i filmowych. Nie odmówiłam sobie zrobienia zdjęcia Luigiego <3 :D – szkoda, ze Guido nie było.
Czy ktoś oglądał Powrót do Przyszłości albo Transformersy? Pamiętacie Bumblebee – którego ja pieszczotliwie nazywam Bambi – oraz szarego DeLoreana? Tak, też były ;) Reszta stoisk się powtarzała na innych imprezach, więc tylko rzuciłam na nie okiem. Największy szał był oczywiście przy stoisku Vervy i Orlenowskiego teamu Dakar. Czekałam na autograf i zdjęcie z Jackiem Czachorem, ale musiał gdzieś szybko iść, a Kuba Przygoński nagle wyparował. Spotkałam jednak moją redakcyjną koleżankę, pogadałyśmy i potem pierwszy punkt programu – Kuba i Patryk. Po prostu panowie mnie oczarowali. Pełen luz, uśmiech, zero gwiazdorstwa. Podziękowałam za udzielone wywiady, autografy zdobyłam, zdjęcia wykonane. Po wszystkim trzeba było iść gdzieś usiąść i zjeść. Wyobraźcie sobie, że takie chodzenie, oglądanie tego wszystkiego oraz stanie w kolejce po autograf spowodowały, że jak spojrzałam na zegarek, zobaczyłam, że zostało 1:30 godziny do wejścia na stadion.
Poszliśmy coś zjeść – nie ma to jak ciepłe schody pod stadionem ;). Następnie spotkałam kolejną koleżankę – tym razem z F1 Racing. 5 minut spełnionych marzeń – miło było Cię spotkać Misza i czekamy na wejście.
Kiedy weszliśmy na stadion, to poczułam się jakbym wygrała milion w totka. Siedziałam jak zaczarowana, po prostu chciało mi się z radości płakać, że spełniłam jedno z wielu marzeń. Oczywiście siedzieliśmy w najlepszym miejscu jakie mogliśmy sobie wymarzyć. Po prawej widzieliśmy miejsca prasowe i szefostwa Orlenu, po lewej strefa VIP. Kiedy impreza się rozpoczęła i tak trwała i trwała, byłam lekko zniesmaczona poziomem polskiej części. Niektóre punkty programu iście robione na styl „głupi człowiek przyjdzie, wszystko łyknie i obejrzy”. Niestety, ale część z policjantami, rowerami, „mocarną ciężarówką” nie przypadła mi do gustu. Krzyczący Pan Mikiciuk – kurde facet lubię Cię, ale po co te krzyki były? Drift, Porsche Super Cup, Dakar – to już było coś. Tu nie mam żadnych zarzutów. Aha... jeszcze jedno... ja rozumiem, że strefa VIP jest ważna, ale nie trzeba tego pokazywać rzucając tylko w tą strefę fantów... to było żałosne szczerze powiedziawszy...
Jednak to druga część – Top Gear Live mnie urzekł w 100%. Śmiech, łzy radości, samochody marzeń, Stig, który mnie totalnie powalił na łopatki.. naprawdę nie wiem jakich mam używać słów by to wszystko opisać. Zobaczyć na żywo Italię, Maserati Quattroporte, Mercedesy AMG... szok...
Impreza trwała długo, ale dla mnie za krótko. Wyszliśmy najszybciej jak się da. Była godzina 23 a pod stadionem tłok, krzyki, nawoływania. Kiedy wracaliśmy do samochodu patrzyłam na Warszawę. Oświetloną, piękną Warszawę. Zamek królewski, pobliskie mosty, Pałac Kultury. Kiedy szliśmy, śmiałam się do taty, że gdybym mieszkała w Warszawie w miarę możliwości przychodziłabym na ten most z kocem, siadała i podziwiała. Jednak tata trafnie to skomentował:
  • Ci co tu mieszkają, tego nie widzą.
Ma rację. Wiele osób nie patrzy na to co wokół, mieszkają i tyle. Po pożegnaniu się z miłym panem z pobliskiego parkingu wyruszyliśmy do domu. Przed wyjazdem odbyłam miłą pogawędkę przez telefon i otrzymałam miłą wiadomość - od razu lepiej się wracało, na sercu tak cieplej się zrobiło. Jednak za Warszawą nasza nawigacja wyprowadziła nas w Puszczę. Dziki biegały po drodze, dziury do kolan, mgła. Godzina 1 w nocy a my samotni w Puszczy. Niezła zabawa nam się przytrafiła. Zdecydowaliśmy się zawrócić i wrócić na drogę ekspresową. Wiecie jak to jest, w nocy wszystko wygląda tak samo. Potem spotkaliśmy kilka kotów, lisów, nietoperzy, sarny... słowem cały zwierzyniec – wszyscy żyją ;).
Do babci dotarłam o 6 rano. Szybki prysznic i spać. Szkoda tylko, że mój telefon postanowił o 5:52 zadzwonić do 3 osób... niestety miał pecha i już wymieniłam go na lepszy model ;)
Podsumowując. To była najlepsza impreza na jakiej byłam. Warszawa nocą jest cudowna. Chce jeszcze raz! No może nie chcę powtarzać 24 godzin bez snu ;) ale muszę przyznać, że około 1 w nocy miałam taką głupawkę i tyle siły, że szok. Przynajmniej było wesoło w samochodzie a w głośnikach „Kryzysowa narzeczona” ;)

czwartek, 19 września 2013

"Otwarta książka"

Kilka lat temu nauczyłam się ukrywać swoje nastroje w muzyce. Każda nuta, każdy dźwięk ma dla mnie jakieś znaczenie, niesie za sobą wspomnienia. Najczęściej jest to muzyka z podsumowań F1 i MotoGP. Zawsze kiedy słyszę daną piosenkę, widzę dany wyścig.
Muzyka pozwala mi się uspokoić, wypłakać, śmiać się. No cóż.. jestem dziwną istotą i większość mojego życia i humory opisuję piosenkami. Moi znajomi często lajkują piosenki, które udostępniam, ale zastanawia mnie to, czy któreś z nich widzi w tej piosence drugie dno. Czy widzi opis mojego stanu, moich przeżyć i tak dalej.... Moja babcia i mama znają mój kod muzyczny – z jednej strony dobrze z drugiej źle. Zawsze są dwie strony medalu.
Wczoraj pękłam. Nie wiem czy zrezygnuję z pisania czy nie, ale coraz więcej znaków na niebie i ziemi daje mi do zrozumienia: „odpuść”. Żeby tego było mało zaczęłam się żalić osobie, która cieszy się z przyjścia na świat małego Bączka, a ja nie mając komu się wyżalić, otworzyłam się jak książka... przeprosiłam i uciekłam...
Książki, zdjęcia, muzyka, motorsport, wyścigi i jeszcze parę innych rzeczy – coś, co daje mi radość. Ostatnio usłyszałam, że jestem „obca i dziwna, bo nie zachowuję się jak inne dziewczyny”. No cóż. Wolę się szanować i mieć z czegoś satysfakcję niż potem siedzieć i płakać nad zmarnowanym życiem.
Moje notki czytają też ludzie ze studiów, którzy potem w różny sposób nabijają z tego co piszę. Oczywiście wiem, kto robi to wrednie i chamsko, a kto lekko się ze mną droczy. Jednak do tych co robią to złośliwie: Kochani, jeżeli macie smutne życie a moje jest aż tak ciekawe by o nim rozmawiać proszę bardzo, przynajmniej nie będziecie się nudzić :)
Jednak wiecie co jest moją – chyba wadą? Nie poznałam wielu ludzi z mojej listy znajomych na fb na żywo, ale nauczono mnie szanować każdego z kim rozmawiam. Nie sprawiać mu przykrości, być miła, sympatyczna niczym kierowcy F1 ;)i zawsze się przejmuje tym, że nie odpisuje - tak już mam.
Po prostu jestem inna.. za co często dostaję baty..."bo wrażliwi i uczuciowi ludzie nie mają łatwo w tym szarym świecie".


wtorek, 17 września 2013

Pan Niezmienny?

Kimi Raikkonen. Od lat postrzegany jako „Iceman – człowiek lodu”. Kierowca, którzy ma wszystko gdzieś, ma swój styl, swoje życie, nic go nie obchodzi. Jak mówi, tak robi. Jednak ten z pozoru niezmienny człowiek zrobił coś, co mnie zaskoczyło. Wrócił do Ferrari.
Kiedy Kimi trafił do Ferrari, Massa oddychał i spał spokojniej niż teraz. Oczywiście grał na Kimiego, ale nie w takim stopniu jak teraz gra na Alonso. Kimi w sumie miał za zadanie jeździć i wygrywać dla Scuderi – tyle. Jednak kłótnia z Montezemolo spowodowała, że Fin stwierdził, że po zakończeniu sezonu 2007 nie wróci nigdy do Ferrari. Jak to śmiesznie teraz brzmi, prawda? Jednak Kimi podpisał kontrakt na dwa lata. Podpisał go z Ferrari. Będzie partnerem Alonso, będzie prawdopodobnie numerem dwa i tu się na chwilę zatrzymajmy. Raikkonen jest człowiekiem niezależnym, wolnym, okrutnie nie lubiącym gdy coś mu się narzuca. Wątpię, by pozwolono mu na to samo co mógł robić kiedyś, bo teraz to Hiszpan dyktuje warunki – wyczuwam kłótnię, albo wrzody u biednego Hiszpana ;)
Słowem „Pan Niezmienny” zagrał wszystkim na nosie i wraca do zespołu, z którym nie chciał mieć nic do czynienia. Śmieszy to tym bardziej, że będzie tam razem z Alonso ;)

piątek, 6 września 2013

Top Gear Live :)

Top Gear Live. Od czasu kiedy dowiedziałam się, że takowe coś u nas będzie chciałam jechać. Jednak bilety poszły jak świeże bułeczki, na droższe mnie po prostu nie stać. Brałam udział w kilku konkursach i udało się :D Jadę ;), ale czekam cały czas na najważniejsze – na akredytację. Nie wiem ile jeszcze poczekam na info o jej przyznaniu lub nie, ale chce już mieć to za sobą.

Dlaczego chcę jeszcze więcej niż mam? To raczej osobista rozgrywka z samą sobą. Jak pojadę „na biletach” będę tak jak wszyscy, zwykłym obserwatorem..., ale nie po to studiuję dziennikarstwo, piszę dla redakcji by nie móc w końcu tego wykorzystać prawda? Ten wyjazd to także zmierzenie się z przeciwnościami. Dojazd do Warszawy to jest nic, ale powrót? Jeżeli impreza zakończy się o 24 najbliższy autobus do domu o 6:30 rano :D Zapytacie dlaczego nie samochodem? Nie chcę by zrobiono z niego ser szwajcarski albo bulić nie wiadomo ile za parking. A w Warszawie byłam – to nie dla mojego autka :D

Taki wyjazd to też możliwość spotkania się z tymi, z którymi mam przyjemność pisać przez fb oraz rozmawiać przez telefon. A żeby było tego mało... bilety są z możliwością wejścia na Pit Party i tu będę mogła poszaleć z dyktafonem – jeżeli nikt mnie nie odprawi z kwitkiem ;)

 Obecność w Warszawie to także test, czy spotkam tych których chcę ;) oraz mojej własnej odporności.. energetyki na mnie nie działają – w Poznaniu wypiłam ich około 10? i poszłam spać jak małe dziecko, kawy nie lubię.. więc nie wiem jak to zniosę.. jeżeli wyjazd w piątek o 23 to będę spała przez noc w autobusie. O 7 na miejscu i jak tu wytrwać do 24 i jeszcze do 6:30? To będzie wyzwanie ;)

niedziela, 18 sierpnia 2013

Licencjat o F1, czyli jak wykonać coś, co może wydawać się wręcz niemożliwe

Wiem, wiem.. do października jeszcze sporo czasu a ja już wyniosłam pół mojej biblioteki i to nadal mało. Książki o mediach, numery F1 Racing, nagrania na YT, artykuły.... jednak nadal staram się o najważniejsze: znalezienie kontaktu z Massą i Hamiltonem.
Ach tak... nie każdy wie jaki jest problem, który chce zbadać. Postanowiłam pisać o walce Massy i Hamiltona w sezonie 2011. Aby to miało ręce i nogi, postaram się opisać kreację medialną, reakcję mediów oraz jak media przedstawiały ten przypadek. Dość trudne, ale nie dam się. Poprosiłam o pomoc Grzegorza Jędrzejewskiego, który zgodził się udzielić wywiadu do tej pracy - za co mu ogromnie dziękuję :) Jednak zanim przeprowadzę wywiad, najpierw trzeba napisać wstęp i rozwinięcie... a z tym nie będzie problemu, bo większość to książki, artykuły internetowe. Jednak bardzo zależy mi na złapaniu kontaktu z głównymi bohaterami... wiem, to jest wręcz niewykonalne, ale napisałam już tyle emaili, tyle prywatnych wiadomości, może się coś uda? <modli się>
Przed rozpoczęciem drugiego roku, obiecałam sobie, że się nie dam, będę walczyć i starać się o jak najwyższe stopnie - jeden cel wykonany. Drugi to napisać taką pracę, aby miała ona serce i dusze, a nie tylko kartki zapełnione czarnymi literkami.


PS: Jeżeli ktoś ma jakieś wtyki u Felipe albo Lewisa, niech im szepnie słówko o mnie i, że potrzebuję tylko paru zdań na ten temat ;))))


poniedziałek, 29 lipca 2013

"W połowie oszlifowany diament"

Prawie pół roku zbierałam się na napisanie tej notki. Dlaczego tak długo? Jest wiele czynników. Czekałam na poprawę wyników, na lepszą pogodę. W sumie to dużo miałam do przemyślenia. O kim będę pisać? O człowieku, któremu kibicuję już od 7 lat. O kimś, kogo cholernie polubiłam i nawet dostałam kiedyś przez niego dwóję z kartkówki, bo tak przeżywałam, że przegrał Mistrzostwo Świata – stuknięta kobieta, powiecie pewnie .... ale poprawiłam potem na 5 ;)

O kim mowa? 32 letni Brazylijczyk, kierowca Ferrari, ojciec, brat, syn, mąż. Felipe Massa. Ludzie, który nie mają swoich ulubieńców w obojętnie jakiej dyscyplinie sportowej, czasem mnie nie rozumieją, ale momentami czuję się tak, jakbym mówiła o kimś z rodziny – od razu zaznaczam, że to nie jest to mania groupies, które są wszędzie i wiedzą wszystko, o nie. Wiem, gdzie miejsce fana ;)

Ten facet o twarzy dziecka zwrócił moją uwagę już w czasach kiedy jeździł dla Saubera. Był straszną zadziorą, wylatywał z toru, ale miał prawo, bo był jeszcze młody i „nieopierzony”. Potem piękny rok 2006, pierwsze zwycięstwo w Turcji – pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Przyjaźń z Michaelem Schumacherem. Potem zwycięstwo na Interlagos – ta radość całej rodziny, Rafy.

Sezon 2007, 2008. Sinusoida. Zwłaszcza sezon 2008, który – gdyby nie Australia i Malezja, bo Singapuru i Węgier nie liczę jako jego błędu – mógł zakończyć się mistrzostwem świata. Potem przyszedł pamiętny sezon 2009. Walka i chęć pokazania, że jednak się zasługiwało na mistrzostwo... jednak wypadek przekreślił … nie bójmy się tego powiedzieć już wszystko. Wypadek, który o mało nie zakończył się śmiercią spowodował, że gdzieś zniknął czas, błysk tego faceta. Coś uleciało bezpowrotnie... Było to widać zwłaszcza w sezonie 2010, gdzie ciągle bił się z Hamiltonem i o mało się obaj nie pobili. Ich walka i medialna burza na tyle mnie wciągnęła, że zdecydowałam się pisać o nich licencjat, ale to osobny temat na notkę.

Teraz znów coś jest nie tak. Wypadki, kolizje, niewymuszone błędy. Wszyscy robią dobrą minę do złej gry. Felipe jest wspierany przez Ferrari, Schumachera, Todta, ludzi, którzy dawno nie są już w Ferrari. Jednak to boli. Boli mnie serce, kiedy to wszystko widzę. Człowiek, który był nieoszlifowanym diamentem, obecnie jest do połowy oszlifowany i tak już chyba zostanie. To okrutne, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Mój ulubieniec, mój Fi nie jest tym z początku kariery. Oczywiście nadal mu kibicuję i nigdy nie przestanę, ale boli to jak się męczy. Oczywiście wiele do powiedzenia ma tu też kontrakt, w którym jest określony status kierowcy nr 2 – nie pytajcie skąd wiem, jak to wygląda ;)

Felipe ma charakter – co już kiedyś pokazał, robiąc mega awanturę w Ferrari. Jednak co z tego? To nie jest Webber, który trzaśnie pięścią w stół, powie to i owo.. tutaj wygrywa miłość do zespołu, do ludzi, którzy go szanują. Działa zasada tzw. spirali milczenia. Mechanicy wiedzą, ludzie z otoczenia wiedzą, ale nie odzywają się, bo wiedzą, że góra ma inne zdanie. Wolą trwać w „tym związku”, bo wiedzą, że są w miejscu w którym zawsze chcieli być. Co z tego, że ludzie nie zawsze myślą tak, jakby tego chcieli?

Brazylijczyk przyznał wczoraj, że Ferrari jest z nim, jednak czy aby na pewno? Media to jeden wielki PR. Prawdę zna rodzina, najbliżsi. Kibice dowiedzą się więcej tylko jeżeli rozmawiają z kierowcami sam na sam lub z dziennikarzami – choć to nie zawsze też się sprawdza, bo tutaj też może być stosowany PR.

Jedno jest pewne. Nie ważne co się z nim stanie po tym sezonie, zawsze będzie tym – obok Schumachera – dzięki któremu pokochałam ten zwariowany świat F1 ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Luźno

Mam pomysł na nową notkę, ale to będzie strasznie długa notka, a nie chcę jej popsuć. Obecnie spędzam czas na miłych rozmowach z ludźmi, których uwielbiam i do których się przywiązałam. Uwielbiam z nimi pisać, rozmawiać, cieszę się, że ich mam. A jeszcze bardziej się do nich chyba przywiąże jak spotkam osobiście...

Niestety, a może i stety, jestem typem osoby, która lubi dużo rozmawiać, ale wiem, że nie każdy ma na to czas i ochotę. Czasem siedzę przed monitorem, widzę zielone kropeczki przy ich nazwiskach, ale nie piszę, bo nawet nie wiem czy dostanę odpowiedź – a nie lubię jak ktoś odczytuje to co napisałam i zero odpowiedzi... chyba za bardzo przeżywam...

Druga rzecz, która mnie dziś bardzo zdenerwowała, to chamstwo prezentowane w niektórych sklepach.. ja czasem naprawdę się zastanawiam, czy nie przeszkadzam niektórym paniom w pracy... no ale cóż.....

Obecnie czekam aż pojadę do babci na wakacje. Zamienię prawie 45 tyś miejscowość na małą, malowniczą wioskę w Wielkopolsce. Piękne krajobrazy, czysta woda, zamki, pałace... pola pełne zbóż, rzepaku, no po prostu mnie nosi już... idealne miejsce na bieganie, świeże powietrze.. dobrze, że F1 za trzy tygodnie nie będzie za dużo do pisania, ale po drodze MotoGP i inne serie, które chętnie pooglądam :)





piątek, 5 lipca 2013

"A miało być cicho, spokojnie..."

Ostatnio wszystko się wywraca do góry nogami. Wczoraj dostałam awans – teraz jestem odpowiedzialna za reklamę, PR i pozyskiwanie współpracowników dla Motorsport Grand Prix. Dziś za to się bardzo zdziwiłam, bo pierwszy raz miałam sytuację, że kierowca sam zaprosił mnie do znajomych – dziwne uczucie :)  

Moje życie miało być w te wakacje spokojne, ciche.. ale jest inaczej, wszędzie mnie pełno, każdy mnie chyba już zna... ale staram się nie być namolna i upierdliwa. Kiedyś usłyszałam, że dziennikarz musi być chamski i upierdliwy a wtedy coś osiągnie.. ale nie ze mną te numery, ja tak nie potrafię. Albo ktoś chce udzielić mi wywiadu i ze mną rozmawiać albo nie. Proste..

Jednak jest coś, co chcę by się znalazło... jakaś druga połowa do wyżalenia się, przytulenia, porozmawiania... może kiedyś się znajdzie ;) ;)  

czwartek, 4 lipca 2013

"Dwie strony medalu"

Podcinanie skrzydeł, to jedna z najgorszych rzeczy jaka może nas spotkać w życiu. Jednak ostatnio okryłam, że jest coś gorszego, lecz inni powiedzą, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie może postawić przed samym sobą człowiek. Wymaganie od siebie samego więcej i więcej. Z jednej strony kreowanie własnego "ja", z innej pogrążanie się w dół, który coraz bardziej wciąga.  

Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek słyszy wokół, że jest dobrze, ale tak naprawdę ma gdzieś z tyłu głowy głos mówiący „wcale nie, nie macie racji, ja wiem lepiej”.. i tu pojawia się problem. Z jednej strony chcemy być lepsi i lepsi, ale z drugiej strony często jest tak, że... nie mamy komu się wyżalić, komu powiedzieć co nam leży na sercu... i pozostaje nam uciekanie do książek, muzyki czy rozmowy z samym sobą w lustrze – skąd ja to znam...

Cholernie trudno mi jest przejść do porządku dziennego, kiedy wiem, że komuś jest źle, smutno.. ale chce zostać z tym sam... rozumiem takich ludzi, ale sama siedzę jak na szpilkach, bo chce pomóc a nie wiem jak... w sumie sama wiem, jak to jest być w takim stanie... ale jak to człowiek, jego reakcje i działania zawsze mają dwie strony medalu...

PS: i tu doskonale rozumiem Lewisa Hamiltona, który chciał być przez cały weekend na Silverstone sam... bo jest pewien etap tego stanu, gdzie człowiek sam musi się pozbierać, chyba, że jego psychika tego nie zdoła udźwignąć...  

niedziela, 30 czerwca 2013

Dla Was...

W końcu mam wenę na pisanie. Przepraszam Was, że tak długo musieliście czekać, ale nie chciałam tworzyć czegoś na siłę, na szybko. Dzisiejszy dzień był niesamowity. Najpierw GP3, potem Porsche Super Cup. Następnie WTCC i w końcu F1. A potem znów WTCC. Stwierdzam, że takie dni lubię. Oczywiście zapomniałam o GP2.

Jednak najbardziej cenię sobie ludzi, których poznałam. Prawie całą redakcję Motorsport Grand Prix, Grzegorza Jędrzejewskiego, Michała Fiałkowskiego. Powoli przyzwyczajam się do bycia dziennikarzem F1 i to, że poznaje ludzi, których normalnie słyszę i widzę w telewizji. I broń boże nie chcę się chwalić. Po prostu moja ciężka praca w końcu przynosi małe, ale efekty. Staram się jak mogę, by pokazać światu, ze jest taki portal jak Motorsport Grand Prix. Staram się pisać dla Motocainy, staram się, aby to co piszę miało sens, było ciekawe i co najważniejsze nie było kłamstwem. Oczywiście zdarzają się pomyłki, ale jesteśmy tylko ludźmi.

Są też chwile słabości, chwile kiedy okrutnie mi się nie chce... no cóż. Zdarza się. Obiecałam sobie jednak, że dam radę i będę pisać – bo co to za dziennikarz, który robi coś na odwal się? Przepraszam, jeżeli co to piszę, jest śmieszne i nudne, ale cóż... chyba taka jestem. Nudna i zapatrzona w F1 ;)

Podsumowując. Opiekuję się Fan Pagem F1 Racing i Motorsport Grand Prix – dla którego również piszę. Piszę dla Motocainy i na dodatek prowadzę Fan Page Grzegorza Jędrzejewskiego, mojego bloga i samego bloga. A co najważniejsze: daje mi to radość i satysfakcję, bo szczerze powiedziawszy, gdyby ktoś powiedział mi, że będę pisać i rozmawiać z Grzegorzem albo z Nicki Thiimem, to chyba bym parsknęła śmiechem. Jednak cuda się zdarzają. Małe, ale jednak :)

Nie udało mi się niestety jechać na spotkanie z Massą, ale zdałam prawko :D Jednak mam nadzieję, ze kiedyś spotkam mojego ulubieńca i powiem mu wszystko co bym chciała powiedzieć :)

Do następnego wpisu :)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Po długim czasie.. czas na ocenę :D


Blog powstał w ramach przedmiotu na studiach. Przedmiot się zakończył – cóż mogłam dostać? Oczywiście 5 ;) Dostałam pochwały, ochy, achy ;) Napisałam najwięcej postów – właśnie czytacie 19 a inni mieli po 7 – 9? Pochwałę otrzymał również Fan Page. Szata graficzna, co to piszę, no wszystko na wielki + :D

Usłyszałam również, że wraz z kolegą jesteśmy pilnymi studentami i praca z nami była wielką przyjemnością. 
Mój prowadzący nawet polubił Fan Page :D Ogółem dużo zawdzięczam Wam – kochani czytelnicy i lubiący mój fan page. Gdyby nie Wy, pisałabym dla sama dla siebie i pewnie ludzi z redakcji ;) 

Dziękuję, nie opuszczajcie mnie, czytajcie i komentujcie

Xoxo :*

czwartek, 9 maja 2013

Ludzie z pasją


Mimo iż dzisiejszy dzień powinnam spędzić na obijaniu się lub przygotowywaniu  na urodziny koleżanki muszę coś Wam napisać. Dziś przeprowadziłam krótką acz bardzo dla mnie przyjemną rozmowę o F1.

Pasja – to jedna z tych rzeczy, którą kocham w ludziach. Każdy czymś się interesuje, zajmuje, wykonuje co sprawia mu przyjemność. Rozmowa była szalenie przyjemna, bo mogłam z kimś porozmawiać o tym jak się zaczęła moja przygoda ze sportami motorowymi, która jest dość śmieszna, ale dziś nie o tym. Ten błysk zaciekawienia w oku, ta umiejętność słuchania – takie rzeczy cechują ludzi z pasją. Potrafią słuchać z ogromnym zaciekawieniem innych ludzi zakręconych na jakimś punkcie.  

Powiem Wam, że przyzwyczaiłam się do tego, że mało kogo interesuje F1 albo ogólnie rzecz biorąc moja pasja, jednak czasem można spotkać kogoś, kto ma miłość do danej dziedziny życia w sercu na zawsze. Krótko napisane, ale nie potrafię opisać tej radości, kiedy mogą podzielić się swoją miłością do tego całego "bałaganu" ;) 

czwartek, 2 maja 2013

Czapka z historią

Każdy z nas próbuje zdobyć coś związanego z naszym ulubionym kierowcą, co miał w ręku, czego dotykał, albo na czym się podpisał. W moim przypadku zawsze dążyłam do tego by zawsze mieć coś związanego z Schumacherem albo Massą. Jakieś 6-7 lat temu pojechałam z rodzicami odwiedzić naszego sąsiada na działkę. Przyjechaliśmy rowerami – akurat była słoneczna, piękna pogoda. Sąsiad kończył malować coś za domkiem, ja siedziałam i oglądałam jakiś mecz, ogólnie rzecz biorąc trochę się nudziłam. Nagle, kątem oka zauważyłam, że mój sąsiad na głowie czerwoną czapkę Dekry z flagą Monako i napisaną dość mocno markerem jedynką. Przecież kiedyś tak podpisywał swoje czapki Schumi!  

Oczywiście poinformowałam po cichu o tym tatę, a ten zaczął rozmawiać na temat czapki, bo mi było trochę głupio. Sąsiad coś mówił, że to od zięcia, że coś tam. Bardzo mnie to zaciekawiło, bo wiedziałam, ze zięć mojego sąsiada jest Włochem, więc spoglądałam co jakiś na tatę, by coś zrobił, nagle sąsiad wypalił: „już wiem!” i jak usłyszałam, co to za czapka, skąd i kogo to zamarłam...  

Okazało się, że czapka faktycznie była od owego zięcia, ale ten dostał ją od kolegi Włocha, który był na wyścigu na Monzy.... pewnie wiecie, co będzie dalej... Czapka faktycznie należała do Schumachera... Kiedy Schumacher wygrywał wyścig na torze Monza w zwyczaju miał rzucać czapką w publikę.... głupio mi było powiedzieć, aby ją mi dał, bo przecież w niej chodził, ale się udało... czapka samego Mistrza Schumachera była moja. Zniszczona, trochę brudna, ale moja. Obecnie leży na zasłużonym miejscu, czysta i ciesząca oko.

Wiele osób jak pyta się co mam w swoich zbiorach nie chce mi uwierzyć w całą tą historię, ale zawsze powtarzam sobie w duchu „nie musisz wierzyć”. Jednak ta historia pokazuje, że niemożliwe staje się możliwe ;)



piątek, 26 kwietnia 2013

Krótko

Dopiero co pojawił się w kioskach nowy numer F1 Racing, a ja już chce czerwcowy numer. Szczerze? Nie podoba mi się obecna okładka.... jest okropna, ale to tylko moja opinia. Siedzę przed kompem od godziny i dumam nad zdjęciami z Renault F1 Show, który odbył się w Poznaniu i które ukażą się wraz z tekstem z najnowszym numerze. Powiem szczerze, że jestem mega szczęśliwa, bo więcej osób dowie się o tym jak było na tej imprezie, ale z perspektywy zwykłego szaraczka.  

Jednak obecnie cieszę się z moich dwóch nowych łupów: bluzki Ferrari i kurtki Toma Coronela z WTCC team Seat Holand :D   

wtorek, 23 kwietnia 2013

Pewność.... Siebie?


Dzisiejsza notka powstała po rozmowie z dziennikarzem F1 i komentatorem Polsatu – Grzegorzem Jędrzejewskim – mam nadzieję, że się nie obrazisz za to ;) 

Kim jestem? Dziennikarzem dwóch portali i jednym z adminów F1 Racing na FB. Piszę dla ludzi, piszę dla osób, które znam z pierwszych stron gazet i widuję często w telewizji. Jednak nie czuję zbytnio presji pisząc na fb F1 Racing czy dla portali, bo zajmuję się przekazem i często nie spoglądam, kto lubi lub udostępnia daną informację. Mam w znajomych parę znanych nazwisk, ale czasami trudno mi do kogoś napisać, odezwać się – bo co ja szaraczek mogę… Wszystko zmieniło się po zaproszeniu do znajomych bohatera, dzięki któremu powstaje ta notka. Z reguły jest tak, że jestem nieśmiała i czasem mało pewna siebie. Mając konto na fb nie liczą się dla mnie lajki, udostepnienia czy liczba znajomych… wiem, że ta a ta osoba ma prywatne konto na fb, ale brak mi odwagi kliknąć „zaproś do grona znajomych”. Jednak zanim zaprosiłam Grzegorza zauważyłam, że jest jednym z lubiących fan page mojego bloga. Byłam w szoku, ale i w jakiś sposób szczęśliwa, że taka osoba trafiła na to poletko F1 widzianego moim kobiecym okiem.

Zaproszenie zaakceptowane, małe podziękowania na priv no i się zaczęło. Nieśmiało zaczęłam rozmowę i po przejściu na tzw. poziom maksymalnej pewności rozpisałam się na całego. Przeszłam na „TY” co przyszło mi jednak z małą z trudnością, bo każdemu nowo poznanemu człowiekowi mówię lub piszę na „Pan” lub „Pani”, ale jakoś poszło. Jednak głupio mi się zrobiło, jak dostałam parę pochwał… to pokazuje, że jednak nie potrafię w siebie dostatecznie wierzyć. Wiele osób, które wiedzą do czego dążę powtarzają mi żebym w końcu w siebie uwierzyła i przestała przejmować się „hejterami” jak to ładnie ujął Grzegorz.

Jednak jedno jest pewne  i to wiem, przez telefon i fejsa porozmawiam wręcz napiszę książkę ;), ale jak przyjdzie co do czego i będę miało podejść do kogoś na zywo, to chyba moja nieśmiałość wygra ;/



niedziela, 21 kwietnia 2013

Emocje!

Niekiedy zastanawiam się, co by było, gdyby nie moja miłość do F1 i motorsportu. Pewnie byłabym zagorzałą fanką siatkówki, tenisa, piłki nożnej lub bierek… Notkę tę piszę w trakcie wyścigu GP2, który mnie całkowicie pochłonął. Jest on momentami tak emocjonujący, że czasem wyrwie mi się „Czemu w Formule 1 się tak nie wyprzedzają? Czemu w F1 nie ma takich pojedynków, gdzie o jedną pozycję walczy aż 5 kierowców?” Wszyscy wiemy dlaczego.

Realizator skupia się obecnie na pojedynku pięciu kierowców na pozycjach 5 – 9 (jeżeli dobrze liczę) i jest to coś niesamowitego. W końcu! 2 okrążenia do końca, a na ekranie widać pierwszą trójkę, która walczy o zwycięstwo – żałujcie, że tego nie widzicie! Naprawdę, kierowcy F1 mogliby się uczyć od młodszych kolegów co to znaczy zaciekle walczyć o pozycję! Mówię to przez pryzmat pasji i emocji, a także elektryzujących ciarek na plecach, jakie wywołuje u mnie końcówka wyścigu.  

„Wow, to były niesamowite ostatnie metry” - powiedział komentator Sky Sport F1. Sam Bird wygrał wyścig, emocje powoli opadają, a ja nadal piszę dla Was tę notkę. Okrążenie radości, machanie do kibiców i stewardów. Raz jeszcze można zobaczyć sytuację, gdzie dwóch kierowców niemal w tym samym momencie mija linię mety. Wierzcie mi, mało brakowało a potrzebny byłby fotofinisz!

Uff, już po wszystkim… Nie potrafię sobie przypomnieć ciekawszego wyścigu w ostatnim czasie. Po takich emocjach mam ochotę na znacznie więcej. Niedługo główna atrakcja weekendu - Grand Prix Formuły 1. Hamilton dostał karę, ale coś czuję, że będzie wysoko. Jednak niepokoi mnie mój dzisiejszy sen. Rosberg nie trafia w punkt, opóźnia start i wpada w niego bolid – zabijcie mnie, ale nie pamiętam jaki... mam nadzieję, że to nie był on koloru Rosso Fiorano…

Za oknem piękna słoneczna pogoda, żadnego obłoczka na niebie i przyjemny, wiosenny wiatr. Niestety nie jest mi dziś dane wyjść i korzystać z tych dobrodziejstw Matki Natury.. Muszę skończyć prezentację na studia, przeczytać parę stron na zajęcia (bo może być wejściówka), zrobić jeszcze jedną prezentację na konwersatorium w języku obcym no i oczywiście obejrzeć wyścig i dokonać po nim tłumaczeń dla mojego serwisu. Nawet to, co teraz piszę, jest potrzebne na studia – to tak zwana notka „zaliczeniowa”. Wczoraj udało mi się ułożyć i wysłać – wraz z przełożonym i redakcyjną koleżanką – pytania do Adama Gładysza. Teraz czekam na odesłanie odpowiedzi, które będzie trzeba ładnie zredagować i wstawić na stronę Motorsport Grand Prix.

„Czy ktoś wie, gdzie podziało się tempo Lotusa?” Przepraszam, za takie wstawki, ale w tle leci Sky Sport F1 i co jakiś czas pojawiają się takie słowne kwiatki, które mnie rozśmieszają – w sumie, to mam dziś jakąś głupawkę ;D Mam tylko nadzieję, że nie przeszkodzi mi w realizacji dzisiejszych planów, bo jutro nie będzie na nie czasu.

Czas kończyć. Zostały trzy godziny, a ja nadal oglądam relację z paddocku. Zna ktoś sposób na wyłączenie jej i zajęcie się studiami…?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wspomnienia

W końcu nie muszę być tajemnicza i mogę napisać, że tajemniczym ekspertem portalu dla którego piszę jest Christopher Vlok – dwudziestoletni kierowca Europejskiej serii F3. Jednak nie o tym ;)

Jak to się stało, że znalazłam się na Renault F1 Show w Poznaniu? Odpowiedz jest dość prosta. Marudziłam na tyle skutecznie, by rodzice pojechali ze mną, że się udało :D Pamiętam ten dzień doskonale. Upał niesamowity. Błękitne niebo i żadnego obłoczka... jazda przebiegała sprawnie do czasu. Około 20 kilometrów przed miastem, ruch zgęstniał. Czyżby wszyscy jechali na tor Poznań? Jak się później okazało niestety tak....Przejechaliśmy przez centrum, nawigacja poprowadziła nas w stronę toru. Żeby było śmieszniej, trwał remont drogi prowadzącej do toru co powodowało, jeszcze większe korki. Kolejne minuty w plecy. Powoli zbliżała się godzina zero... w końcu się udało! Parking znaleziony - ludzie jak mrówki maszerują w stronę toru. Pierwszy przystanek: namiot i odbiór napoju N Gine. Każdy dostaje po jednym i idziemy dalej. Drzewa, drzewa, prosta toru Poznań i jesteśmy.

Ludzi ogrom. Stoisko F1 Racing, Renault, scena, bolid Renault i modele owej marki pod daszkiem. Po wypiciu ostatnich kropel wody szukam stoiska... lecz widzę tylko 3, parę parasolek i „pachnące” na odległość przenośne toalety. Upał był coraz bardziej nie do zniesienia. Plan dnia miałam wykuty na pamięć. Pokręciliśmy się trochę koło sceny, docisnęłam się z tatą do barierki, gdzie stał bolid, wyścigowa Meganka i zrobiliśmy parę zdjęć.. jednak tłum napierał z taką siłą, że zrezygnowaliśmy i poszliśmy w stronę stoisk z motorami a dokładniej w pobliże zakrętu Uśmiech Szatana. Parada gości. Czekamy na Roberta i Lukasa. Są! Aparat na tryb sesji, raz, ciach -niby zdjęcia zrobione. Niestety, sesja mająca składać się z 20 zdjęć składała się z... 1! Moje zdenerwowanie było ogromne, ale szybko przeszło.

Potem wróciliśmy na asfaltową drogę - z butelką najdroższej wody na świecie zakupionej na jednym ze stoisk – i obserwując rozwój wydarzeń. W pobliskim zagajniku znalazłam kran z wodą. Nie dość, że był czynny to jeszcze woda była czysta – zbawienie! Wszystkie butelki napełniliśmy cennym wówczas trunkiem i poszliśmy usiąść w cieniu na małym parkingu obok toru. Mieliśmy idealny widok na zakręt, kawałek nieba, na którym co rusz pojawiał się startujący samolot z pobliskiego lotniska.

Nagle pojawiła się ona! Włoska, czerwona piękność, której ryk był muzyką dla moich uszu. Ferrari F430 zagościło na torze! Nie byłabym sobą gdybym nie poszła na nią popatrzeć. Ten silnik, te opływowe kształty! Zdjęcie z każdej strony, szybki rzut oka na całość i powrót do kochanego cienia. Nagle słyszę z odległości około 1 km ryk silnika F1. Myślę sobie: „przecież jest za wcześnie”. Faktycznie, to nie był jeszcze czas przejazdu a pierwsze przymiarki. Na torze pojawił się wówczas Maurycy Kochański, wyścigowe Meganki w których się wręcz zakochałam i na koniec on – Robert za sterami bolidu F1! Widziałam go może przez sekundy, ale cały czas miałam przed oczami wyimaginowane klisze z jego jazdy po torze. Wiecie jakie to cholernie zaj.... uczucie słyszeć bolid F1 na żywo, czuć ten dreszcz podniecenia ii... ach, to coś cudownego! 

Robert jeździł może 10 czy 15 minut, po czym wszystko się skończyło. Zrobiliśmy masę zdjęć, jednak najważniejszy punkt całego wydarzenia - kręcenie bączków - nie został przez nas uwieczniony tak jak tego chcieliśmy. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, mam jedno zdjęcie, ale jakie idealne – jak dla mnie ;)

Kiedy było już po wszystkim należało jak najszybciej ewakuować się do samochodu i jak najszybciej opuścić parking. Udało się! A za nami jechała ona, piękna Włoska Diva, która z czasem nas wyprzedziła i zniknęła za zakrętem z prędkością światła.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Przypadek


Czasem moim życiem rządzi przypadek i spontan. Parę dni temu wiadomość na poczcie „Y X śledzi Twój profil”. Moja pierwsza reakcja WOW! No nic, zrobiłam to samo. Napisałam zdanko, polubiono je, przekazano dalej i koniec. Potem jedno wpadłam na pomysł wywiadu. Naczelny się zgodził, kierowca też. Zaczęłam myśleć dalej. A może by tak…. Przedstawiłam pomysł kierowcy i naczelnemu. Obaj bardzo się ucieszyli, zgodzili. Kierowca pewnej serii stał się naszym ekspertem!  Który z nich by się na to tak łatwo zgodził :D?

Na razie nie będę zdradzać kto, ale pierwszy tekst już niebawem – ciekawe co opublikujemy szybciej, wywiad czy zapowiedz GP Chin jego autorstwa? Jedno jest pewne, sam mnie znalazł, zaczął śledzić a ja pod wpływem chwili radości z tego faktu uczyniłam coś znacznie lepszego. Nie dosyć, że mam pozwolenie na wszystko od naczelnego, to jeszcze udało mi się nawiązać kontakt z kierowcą X serii. Muszę przyznać, że strasznie miły gość z niego :)

PS: Nie bijcie za to, że nie zdradzam jeszcze kto to :) 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rysa na skale


Wiele razy w swoich notkach pisałam o tym, że nie obchodzi mnie to co ludzie myślą na temat mojej miłości do F1. Jednak dziś mnie coś tknęło… może nie zburzyło to całej konstrukcji, którą buduję od wielu lat, ale pojawiła się mała ryska i cholernie mnie zabolała…. 

Pewnie chcecie wiedzieć o co chodzi. Wiecie po co stworzyłam tego bloga, wiecie też kim jestem, wiecie też, że piszę dla portali i pomagam jako administrator. Pewne rzeczy związane z moimi studiami staram się wiązać w moją przyszłą pracą w roli dziennikarza F1. Więc pewne zadania, które mam na studiach podpinam pod F1, jeżeli można oraz jeżeli sprawia mi to przyjemność. Na dziś mieliśmy napisać recenzję książki. Przeczytałam w swoim życiu wiele, jednak zdecydowałam się zrecenzować „Wewnątrz Umysłu Kierowcy Grand Prix”. I nie chodzi tu o uwagi, do tego co napisałam – bo to przyjmuję z pokorą – ale to co usłyszałam przed wytknięciem błędów. Przy wielu koleżankach i kolegach oraz prowadzącej jedna z „koleżanek” postanowiła się na mnie … hm nie wiem czy wyładować swój gniew, swoją frustrację czy irytację, ale przy absolutnej ciszy otrzymałam pytanie w stylu „czy moje życie kręci się wokół jednego i czy nie mam innych zainteresowań” oczywiście jak to ludzie parsknęli śmiechem, ale co gorsza nawet nikt mnie nie bronił…. Sama musiałam to zrobić, jednak zaskoczona tak tym pytaniem, zbytnio się pogubiłam…. 

Oczywiście nie będę się żalić otwarcie znajomym ze studiów, bo część z nich nie zrozumie o co mi chodzi, a część powie, że mam się nie przejmować…. Jednak mnie coś nadal boli, nadal odczuwam ten dziwny stan, bo niejako dotknięto mnie w czuły punkt…. Bo owszem F1 to moje życie, ale jak każdy inny człowiek mam też inne zainteresowania, jednak nie dzielę się nimi zbytnio, bo też się inne niż przeciętnego Kowalskiego…..

PS: Nie żalę się głośno, tylko stukam w klawisze klawiatury, bo tak mi jest łatwiej…. Przynajmniej  się nie
rozkleję ;) 

niedziela, 31 marca 2013

Poszukiwania

Strona techniczna pozwoliła mi na umieszczenie wpisu, więc to wykorzystuję. Od pewnego czasu późne wieczory czy nawet noce spędzam na poszukiwaniu filmików, które idealnie oddają moją miłość do F1. Najczęściej szukam idealnych połączeń muzyki oraz jej słów z obrazami. Wczoraj znalazłam kolejny, który mogłabym pokazywać ze słowami „dlatego”.

Nadal od czasu założenia tego poletka spotykam się z negatywnymi opiniami na temat F1. Jednak ja nie zamierzam nikogo przekonywać, namawiać, bo to i tak nie ma sensu. Jak to mówią Włosi:”z miłością do F1 trzeba się urodzić”. Prawda. Z F1 jest jak z piłką nożną, siatkówką czy innymi dyscyplinami sportowymi, albo się to czuje albo nie - większej filozofii to tu nie ma.  

Możliwe, że zaprezentowane poniżej filmiki - pierwszy jest znaleziskiem w wczoraj - nie przypadną do gustu, ale ja bym w taki sposób wyraziło to co siedzi ukryte gdzieś w głębi mnie.  

 Korzystając z okazji, życzę Wam udanych Świąt, miłego oglądania i zachęcam do komentowania zarówno na blogu jak i na FB ;)

PS: Słowa idealnie oddają co to czuje do tego sportu :D 


wtorek, 26 marca 2013

Porozmawiajmy


Dzisiaj nie mogę się oderwać od pisania - pewnie ta pogoda tak na mnie działa ;) We wcześniejszym poście witałam się z osobami, które polubiły mój Fan Page na Facebooku, a przecież są też tacy, którzy odwiedzają mój blog a nie znają mnie np. z Fan Pagu F1 Racing :D 

Kochani przepraszam i podaję link :) https://www.facebook.com/kobiecymokiemof1

A teraz czas na pierwszy wywiad. Zaczynamy skromnie i powoli, ale obiecuję, że potem pojawiają się mocne nazwiska ;) Na pierwszy ogień rozmawiam z Magdaleną Kotlińską - jedną z redaktorem Motorsport Grand Prix, prywatnie moją najlepszą koleżanką o której często tu wspominam :)

         Za nami dwa wyścigi. Jakbyś je oceniła?

Grand Prix Australii było wspaniałym wyścigiem na rozpoczęcie sezonu i jak to bywa podczas inaugurujących rund pojawiło się parę miłych i niemiłych – na pewno zaskakujących – momentów; cieszyła dobra forma Lotusa i Ferrari, a zwłaszcza zwycięstwo Kimiego Raikkonena, natomiast zasmuciła słaba forma McLarena i Williamsa.

W Malezji, jak co roku, dużą rolę odegrała pogoda, jednak nie to było głównym tematem. To co wydarzyło się pomiędzy kierowcami, najpierw Red Bull Racing, a następnie Mercedesa, doprowadziło do kuriozalnej sytuacji i przebiło wszystko co wydarzyło się podczas tych zawodów.  Sama walka koło w koło pomiędzy Markiem Webberem i Sebastianem Vettelem była naprawdę niesamowita, lecz stworzyła niemiłą atmosferę w teamie z Milton Keyens, głównie mam tu na myśli zachowanie Niemieckiego kierowcy, który nie stosując się do poleceń zespołu, postąpił bardzo nie fair. W przypadku Mercedesa kierowcy dostosowali się do zaleceń teamu, lecz sytuacja ta jednoznacznie nakreśliła sprawę statusu obu kierowców. Niezrozumiałą dla mnie sytuacją z GP Malezji była również decyzja podjęta przez Fernando Alonso o pozostaniu na torze pomimo uszkodzonego przedniego skrzydła, co ostatecznie kosztowało go wycofanie się z zawodów. Jednak po przeczytaniu pewnej informacji dzień po wyścigu, dowiedziałam się, że decyzję podjął sam Pat Fry. Mimo wszystko, po obejrzeniu obu pierwszych Grand Prix sezonu 2013 jestem mocno podekscytowana, zaczęło się niesamowicie, oby tak dalej. 



      Po GP Malezji rozpętała się burza po zachowaniu zawodników Red Bulla oraz Mercedesa. Jak Ty to widzisz? 


Trochę kuriozalna sytuacja, ponieważ w pierwszym przypadku nie podoba mi się to, że kierowca nie zastosował się do poleceń zespołu, natomiast w drugim, że to uczynił. Mam tu głównie na myśli ich zachowanie się; kierowcy Mercedesa pozostali lojalni wobec zespołu, natomiast sam Sebastian Vettel nie był fair wobec swojego teamu. Jednak przynajmniej w Mercedesie wyłożyli kawę na ławę i potwierdzili kto jest kierowcą nr 1 w zespole, natomiast w Red Bull Racing próbują bawić się w gierki o równym statusie, czemu my kibice F1 bez problemów jesteśmy w stanie zaprzeczyć. 


      Massa po raz kolejny utarł nosa Alonso. Myślisz, że będzie to stały obrazek?

    Felipe Massie trzeba przyznać to, ze rozpoczął tegoroczny sezon znacznie lepiej niż poprzedni. Podczas obu kwalifikacji uplasował się wyżej od dwukrotnego mistrza świata, którym jest Fernando Alonso, jednak w wyścigu jest już trochę inaczej. W Grand Prix Australii to Hiszpan był wyżej – stanął na podium. Sądzę, że podobna sytuacja miałaby miejsce również w Malezji, gdyby nie odpadnięcie Alonso na początku wyścigu. Dlatego uważam, iż o ile w kwalifikacjach Felipe będzie od czasu do czasu pojawiał się przed Fernando, o tyle w wyścigu już niekonieczne, ponieważ wiemy jak to jest w Ferrari, jaki status tam panuje. Miło byłoby zobaczyć Felipe regularnie tryumfującego, jednak nie sądzę, aby udało mu się przebić Fernando Alonso. 


      Robert Kubica nie ukończył rajdu po kolizji z bandą. Nie masz wrażenia, że ryzykuje zbyt wiele?

Rajdy są sportem bardzo ryzykownym, lecz nie można zabronić Robertowi robić tego co kocha. Jak sam niejednokrotnie stwierdził rajdy są jego pasją i uwielbia brać w nich udział, ale jeszcze musi się uczyć, a tempo spacerowe raczej nie przynosiłoby tu żadnych rezultatów. Nie była to jego pierwsza kolizja i na pewno nie ostatnia, ale taki kierowca jak on nie może siedzieć w domu z założonymi rękami i się marnować, dodatkowo dla niego to dalszy etap rehabilitacji. Najważniejsze, że to co robi bardzo go cieszy, a nam pozostaje trzymać mocno kciuki obojętnie gdzie będzie występował. 

      Deszcz podczas weekendu F1 obecnie oznacza czekanie, aż przestanie padać.... nie masz wrażenia, że obecnie kierowcy F1 to bojące się wszystkiego istoty? 

Może wszystkiego nie, ale rzeczywiście porównując to do kilkunastu/kilku lat wstecz, to rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Z jednej strony tylko oni wiedzą jak trudno jest ścigać się w taki warunkach, jednak rzeczywiście nie ma co ich usprawiedliwiać, gdy wspomnimy lata świetności Ayrtona Senny czy Michaela Schumachera.

Odwlekanie mokrych wyścigów przez sędziów – wypuszczanie samochodu bezpieczeństwa czy przerywanie zawodów czerwoną flagą - jest w obecnych czasach naprawdę irytujące, ponieważ pojawia się zbyt często i trwa zbyt długo. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę tak liczne grono młodych kierowców oraz tych, powodujących niebezpieczne sytuacje, to cóż się dziwić…

      Schumacher odszedł z F1 na dobre - jak sam stwierdził. Myślisz, że jeszcze wróci?

Raczej nie. Michael po odejściu z Ferrari był nadal spragniony ścigania się, więc wrócił. Tęsknił za F1, a F1 tęskniła za nim. Jednak po powrocie okazał się już nie tym samym kierowcą, co zauważyli kibice, zespół Mercedesa, jak i on sam. Tym razem to definitywny koniec. Zresztą nie sądzę również, aby jakikolwiek inny zespół chciałby jeszcze tak zaryzykować.


      Komu kibicujesz i dlaczego?

Oczywiście największym sentymentem darzę Roberta Kubicę i to nie tylko dlatego, że jest Polakiem, ale przede wszystkim ze względu na to, że to naprawdę wspaniały kierowca i człowiek – co jeszcze bardziej umocniło jego zachowanie po wypadku. Na pewno będę mu kibicować obojętnie jaką decyzję podejmie i gdzie będzie ścigał się w przyszłości.

Co do aktualnej stawki kierowców F1, to kciuki trzymam za kierowców Ferrari oraz Lotusa (głównie Kimiego Raikkonena), jednak ucieszy mnie również tryumf teamu McLaren. A dlaczego? Sama dokładnie nie wiem, ale na pewno chciałabym ujrzeć wreszcie koniec ery Red Bull Racing, a poza tym te trzy teamy, które wymieniłam w kategoriach swoich ulubionych posiadają niesamowitą historię w Formule 1 – sentymenty. Fernando Alonso to świetny kierowca zasługujący na kolejny tytuł, a Kimiego Raikkonena uwielbiam za jego styl bycia.

        Ulubiony tor?

Po pierwsze Monako, ponieważ jest tak unikatowy  i wymaga wielkich umiejętności od kierowców. Po drugie Spa – szybki i długi tor, na którym wyścigi zawsze są niesamowite i pełne emocji. Po trzecie Monza - prędkości jakie rozwijają na nim bolidy F1 przypominają mi czym tak naprawdę jest Formuła 1, a poza tym ta włoska atmosfera i historia samego obiektu. I na koniec Suzuka, którą większość kierowców tak bardzo ceni i lubi. Jest bardzo technicznym i trudnym torem.

         Skąd pasja i miłośc do F1?

Formuła 1 istniała w moim domu odkąd tylko pamięta. Mój wujek, który mieszka w Niemczech jest również wielkim kibicem tego sportu, a F1 oglądał jeszcze za czasów Senny. Gdy tylko pojawiał się u nas na święta lub wakacje, a leciał aktualnie wyścig bądź jakaś powtórka to on oczywiście obowiązkowo musiał go obejrzeć. Pamiętam, że zawsze wtedy z wielką chęcią oglądałam te zawody (z niemieckim komentarzem) i strasznie emocjonowały mnie te ryki silników, niesamowite wyprzedzania czy starty, jednak te sytuacje zdarzały się rzadko. Potem pojawiła się F1 w TV4, więc kiedy miałam możliwość oglądałam, jednak jeszcze tak bardzo mnie to nie pochłonęło. Kulminacja nastąpiła w momencie pojawienia się Roberta Kubicy. Od tego czasu starałam się oglądać F1 regularnie i tak to się rozwinęło, z czego bardzo się cieszę, ponieważ Formuła 1 jest czymś niezwykłym.

Jesteś dziennikarką portalu Motorsport Grand Prix. Jak oceniasz portal i załogę? 

Motorsport Grand Prix to młody portal, lecz zrzesza ludzi o wielkiej pasji do Formuły 1 i sportów motorowych. Nawet jeśli nie wszyscy jesteśmy profesjonalnymi dziennikarzami starami się przekazywać naszą wiedzę/informacje, nie tylko o Formule 1, lecz również o sportach motorowych, najlepiej jak potrafimy i na ile pozwalają nam na to środki.

Bardzo miło pracuje mi się dla tego portalu, zwłaszcza z takimi ludźmi, których właśnie tu poznałam, z czego bardzo się cieszę. Co jakiś czas pojawiają się jakieś nowe koncepcje, pomysły, ciekawe wywiady, staramy się być na bieżąco z informacjami, co nie zawsze jest takie łatwe jakby niektórym mogło się wydawać. Wierzę, że będziemy się stale rozwijać i poszerzać naszą działalność coraz bardziej.

Gdy emocje opadną. Luźne przemyślenia.


Wtorek. Godzina 13. Za oknem piękne słońce, które w końcu zwiastuje wiosnę. Z tego miejsca witam również tych, którzy polubili mój Fan Page na Facebooku.

Od kiedy pamiętam starałam się nie zmuszać nikogo do oglądania i interesowania się F1. Starałam się też bez złości pokazać swoją racje, a czy ktoś mnie szanował to była często sprawa drugorzędna. Minęły dwa dni od wyścigu, wiele osób nadal nie może przeboleć paru spraw i wywleka stare dzieje na światło dzienne.
Na szczęście w moim przypadku – tak jak pisałam to w ostatniej notce – złość nie trwa długo, ale wtedy pojawia się dylemat jak to jest naprawdę. Staram się poprzez czytanie wpisów zrozumieć zarówno kibiców Alonso, Webbera, Vettela jak i Hamiltona i Rosberga. Materiału jest sporo, ale w każdej jego części znajduje się ziarenko racji. Jako kibic Felipe Massy przyzwyczaiłam się, że ludzie go krytykują często nie znając warunków kontraktu, którego podpisał. Zgadzam się z twierdzeniem, że gdyby nie odpadnięcie Alonso z GP Malezji Massa byłby zmuszony oddać pozycję Hiszpanowi. Lecz teraz nie czas na analizowanie sytuacji Brazylijczyka w teamie Ferrari.

Zgadzam się z tym, że kierowcy mimo swojej złości mogli „jakoś udać radość na podium”, chociażby dla nas, dla widzów oraz ich fanów. Jednak rozumiem też, że adrenalina była na wysokim poziomie i wygrała. Jednak nie mogę zrozumieć ludzi, którzy mimo wielu godzin „po” nadal próbują bić pianę. 
Sama wyraziłam swoje zdanie „zaraz po”, ale ja przynajmniej nie biję piany „po”. Zawsze są dwie strony medalu, jak to mówi mój tata i tam gdzie ludzie widzą minusy, inni widzą plusy. Prawdą jest, że takie zachowania zawodników jak po GP Malezji dla wielu widzów są nowe. Przecież od około 5 lat kreuje się łagodny i sielankowy wizerunek F1. Kto z nas pamięta czasy, gdzie kierowcy wpadali wręcz do boksów swoich rywali i o mało nie dochodziło do rękoczynów? 

Teraz za podobny incydent pewnie groziłoby zawieszenie na jeden wyścig i kara pieniężna. Prawda jest też taka, że kierowcy momentami duszą się w swoim ciele nie mogąc okazać negatywnych emocji. Używanie wulgaryzmów na podium grozi karą, kłótnie pomiędzy kierowcami kończą się dywanikiem u sędziów. Nie mówiąc już o tym, że mokry tor oznacza czekanie aż przestanie padać albo do czasu, gdy będzie w miarę przejezdny. Gdzie są te czasy, gdzie kierowcy potrzebowali wnet łodzi by przejechać tor a mimo to nie płakali przez radio?No dobrze sprawy bezpieczeństwa, rozumiem. Lecz czy naprawdę mokry tor – nie taki, gdzie można pływać oznacza rezygnację z jazdy? 

Podsumowując. Kibice F1 przez wiele lat byli postrzegani jako jedna, wielka rodzina na miarę kibiców naszych siatkarzy. Jednak co zrobić. Wielu „kibiców F1” myśli, że bicie piany, afery, kłótnie na forach, blogach i tak dalej to tradycja, którą trzeba kultywować…. szkoda tylko, że nie wiedzą oni jak bardzo się mylą i jak część „starej gwardii fanów F1” to boli…..

niedziela, 24 marca 2013

Wyścig głupoty dla......

Po dzisiejszym wyścigu do tego miana kandydują trzy Teamy......


To miał być idealny wyścig dla Ferrari. Jednak ich głupota, a zwłaszcza głupota Alonso mnie poraziła. Nadal nie jestem wstanie zrozumieć jak można z uszkodzonym skrzydłem, które w różnych punktach toru zmienia swoje położenie i powoduje zmianę przedniego docisku nie zjechać do boksu. Głupota zarówno zespołu jak i samego zawodnika zemściła się i zakończyła wyścig na początku rywalizacji.

Potem nadeszła chwila śmiechu, kiedy Hamilton próbował zmienić opony w boksie... McLarena :D
Szczerze mówiąc czekałam kiedy to nastąpi, ale myślałam, że będzie to miało miejsce już na początku sezonu na torze Albert Park.

Kimi dziś zaskoczył, ale na minus. Najpierw męczarnie z Perezem, potem Hulkenberg, znów Perez i znów Hulk.... Kimi co się stało?

Jednak cały wyścig przebił Red Bull i Mercedes. Oba Teamy spowodowały, że czuję niesmak i naprawdę na obecną chwilę „mam dość F1”. Webber i Rosberg mogą razem z Felipe Massą iść na piwo albo mocniejszy trunek i ponarzekać na swoją sytuację. O ile Massa siedzi już cicho i potulnie udaje, że Alonso jest jego największym kolegą, tak Webber się nie daje i to mi się akurat podoba. Wszystko wskazuje na to, że przerośnięte ego Vettela wygrało nad zdrowym rozsądkiem i nie posłuchał swojego teamu co do zakończenia walki z Markiem. Jest mi szkoda Australijczyka, bo to nie pierwsza sytuacja, gdzie płaczący Niemiec, który jest o zgrozo porównywany w każdym aspekcie do Schumachera, wygrywa w taki a nie inny sposób.  

Patrząc na młodego Mistrza widać, że obrał drogę dążenia do celu po trupach... co mi się nie podoba, ale to już zostaje w teamie Red Bull Racing... A co do Mercedesa... widać, że Rosberg, który wyraźnie był szybszy od Hamiltona nie może go wyprzedzić, bo przecież jak to będzie wyglądało.... Anglik opuścił McLarena i wybrał Mercedesa! I nie, nie przez ogromne ilości zielonych banknotów, których suma przyprawiała o zawrót głowy, a ich szelest brzmiał w jak szum morza ukryty w muszli..nie, wcale nie!  

Tłumaczenia, przeprosiny, ciągłe przepychanki, które przyprawiają już na wstępie sezonu a mdłości... oglądam F1 od parunastu lat i stwierdzam, że z każdym z takim przypadkiem czuję coraz większy niesmak. Kasa, głupota, przerośnięte ego, głupota i kasa. Tak od paru minut, godzin widzę F1. Takie postrzeganie na pewno za chwilę mi przejdzie, jednak co zrobić, za jakiś czas znów wszystko wróci.  

Webber pokazał środkowy paluszek, może zrobi awanturę, może wygra. Rosberg? Pewnie odpuści...

Obecnie cieszy mnie jedna rzecz - wyśmienite tempo Massy pod koniec wyścigu. Aż chce się zapytać, dlaczego nie zrobiono tej zmiany szybciej?  

PS: sytuacja Vettel - Weeber, przypomina prawie w 100% sytuację Schumacher - Barrichello..... 

poniedziałek, 18 marca 2013

W końcu....

W końcu mam internet... ale szczerze przyznam, że jakoś specjalnie nie było mi tęskno za FB czy Twitterem - przynajmniej widziałam jakieś powiadomienia i wiadomości, bo jak wchodziłam codziennie nie było iż za wiele :D ....  może było trochę nerwów, gdy sobie przypomniałam, że trzeba obstawić wyścig :D - tu podziękowania należą się Magdzie, bo ona zawsze pomoże w trudnych chwilach :D

Wyścig? Idealne rozpoczęcie sezonu. Massa pokazał, że potrafi jeździć szybciej od Alonso, ale co z tego jak i tak już Ferrari postawiło na Alonso. Na pewno wielu cieszy się z faktu, że Vettel nie jest tak szybki jak w zeszłym sezonie - ale może to tylko mały kryzysik i w Malezji wróci wszystko do normy?

Na pewno chce mi się śmiać z Kimiego. Przez cały wyścig powolutku, po cichutku i wygrał :D Sprawdziło się powiedzenie z Abu Dhabi :"Leave me alone. I know what I;m doing" :D

piątek, 15 marca 2013

Jak pech to pech...

Wiedziałam, że nie dam rady wstać na 2:30 na trening.... Jednak pobudka o 6:30 nie była taka zła. Gorzej było po włączeniu laptopa... okazało się, że nie ma internetu - co za pech! Nie pozostało mi nic innego, jak położyć się i spać dalej. Jednak wiedziałam, że mój sen nie potrwa długo, bo przecież czeka na mnie praca w dwóch portalach! Na szczęście internet wrócił. Mogę się skupić na pracy, potem uczelnia, dom i weekend bez dostępu do internetu - cudowna wizja..... Trzymajcie się ciepło i życzę udanego weekendu F1 ;)

Na koniec, krótki filmik - ale jakże piękny <3 - pokazujący sceny z pierwszego treningu. Jakby ktoś znał nazwę piosenki - niech da znać ;)

czwartek, 14 marca 2013

Godziny...


Już dziś w nocy się zacznie. Nowe emocje, nowe doświadczenia, nowi kierowcy. Sky stworzył filmik, który od wczoraj nieustannie oglądam. Nie mogę się doczekać, nie mogę już wytrzymać. Kiedy słyszę, że to już dziś w nocy adrenalina podskakuje, czuję się "inaczej". Nie każdy rozumie moje zachowanie, nie każdy rozumie moją ekscytację, ale przez te lata nauczyłam się to znosić. Nauczyłam się, że mówienie o F1 budzi w ludziach jakąś niechęć, czasem widzę w oczach współczucie ;) Nauczyłam się, że moja pasja nie jest tym, czym wielu zrozumie, ale są i tacy, którzy szanują ją :) Na przykład moja przyjaciółka. Nie lubi F1, nie interesuje ją to, ale potrafi mi poprawić humor podarkiem o tematyce F1 - chociażby jej portret ołówkowy Felipe Massy, który dostałam na 18 urodziny, czy spisanie mojego pytania do Felipe i jego odpowiedzi :) - boże kiedy to było :D  Uwielbiam też rozmawiać z ludźmi, którzy są tak samo zakręceni na punkcie tego sportu - mówię tu zwłaszcza o mojej redakcyjnej koleżance Magdzie, z którą możemy godzinami gadać o wielu tematach łącząc je z F1 :) Słowem, cieszę się, że nie jestem sama w mojej miłości do tego sportu :)

Nie mówiąc o tym, że postanowiłam pisać licencjat o o F1... tylko problem powstaje przy wyborze tematu. Mam ich za dużo w głowie i chętnie wszystkie opisała :)



https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=iYzUv1p2YPE

poniedziałek, 11 marca 2013

Tak mnie naszło :D

Niby coś tu piszę, niby ktoś mnie czyta, ale może dacie o sobie znać ;)?

Chwila zadumy....


Sezon zbliża się wielkimi krokami, media bombardują nas milionem informacji o tym, że Alonso jest w pełni przygotowany do sezonu, że Bianchi schudł dwa kilo w 2 tygodnie, że Ferrari korzysta z usług UPS, gdy oficjalnym partnerem logistycznym F1 jest DHL, jednak zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o Sir Franku Williamsie. Niestety sezon nie rozpocznie się wesoło dla właściciela teamu Williams. Jego żona, Lady Virginia po dwóch latach walki, przegrała wyścig życia z rakiem  : (

66 letnia żona Franka zawsze była obok, w najgorszych momentach życia swojego męża. Jest mi cholernie smutno z powodu tej tragedii, bo przecież wszyscy wiemy, że Frank po strasznym wypadku jeździ na wózku, a do tego jeszcze ta smutna wiadomość. Kiedy o tym piszę, przypomina mi się pierwsze zwycięstwo Pastora i to jak padł do kolan Franka i dziękował za wszystko. Pamiętam też żonę Franka jak tuliła płaczącego Pastora i jego narzeczoną.  Dość obszerny artykuł na temat zmarłej i jej rodziny napisał Daily Mail wydanie internetowe. Możemy zobaczyć zdjęcia z prywatnego albumu rodzinnego oraz poczytać o wspaniałej miłości tych dwóch – doświadczonych przez życie ludzi. Niestety nie popisała się strona  World Car Fans, która napisała raptem parę zdanek na ten temat, co pokazuje, że niektórzy albo są zbyt wrażliwy na takowego tematy, albo stwierdzili, że parę zdanek wystarczy, bo pisanie o śmierci jest passe.

Dlaczego o tym piszę. Czy szukam sensacji? Kontrowersji? Nie… Chcę pokazać, że ludzkie tragedie są wpisane w Formułę 1, w sport, który wielu traktuje jak Koloseum a kierowcy to Gladiatorzy, którzy zniosą wszystko. Frank zniósł śmierć Ayrtona Senny, za którą wielu fanów obwinia właśnie jego… teraz musi się zmierzyć ze śmiercią najbliższej mu osoby, swojej kochanej żony. Podoba mi się artykuł, który stworzył Daily Mail. Podoba się… wiem, jak to brzmi, ale chodzi mi o sposób opisu niż o samą wiadomość.  Z artykułu możemy się między innymi dowiedzieć, że żona Franka napisała książkę pod tytułem „A Different Kind of Life” w której opisuje swoje relacje z mężem oraz to, jak wypadek samochodowy wpłynął na ich życie, które wywróciło się o 180 stopni.  Książka opowiada o ogromnym poświęceniu. O tym, jak Virginia dawała Frankowi pieniądze ze sprzedaży własnego mieszkania, aby zespół się utrzymał w stawce.
Powiem Wam szczerze, że nie wiedziałam o istnieniu tej książki, a to w jaki sposób opisał ją Daily Mail powoduje, że jestem ogromnie ciekawa całości.  Jednak nadal jest mi cholernie smutno, bo na chwilę zdałam sobie sprawę z faktu, że nikt z nas nie jest wieczny. Każdego z nas czeka pożegnanie się z tym światem, a jeżeli odchodzą najbliższy osób, które się szanuje, które są naszą podporą… są dla nas wszystkim, to jeszcze bardziej jest mi smutno.

Śmierć żony Franka pokazała, że Formuła 1 musi się czasem zatrzymać i popatrzeć na ludzką stroną rywalizacji. Jednak z tego co zauważyłam nie wszyscy napisali o tym fakcie. Może ich to nie interesuje? Może wolą przemilczeć to? Na pewno z milion razy usłyszymy tą informację podczas pierwszego treningu z naszymi ulubionymi komentatorami…. Niestety robiąc z tego wydarzenie na miarę historii pierwszego weekendu w Australii. Jednak mam nadzieję, że nasi komentatorzy zastanowią się przez chwilę nad tym co mówią i przemilczą pewne słowa oddając cześć tej kobiecie, nie robiąc z niej bohaterki łzawej historii.
A niestety po wielu latach oglądania Formuły 1 w wydaniu polskim może się tak zdarzyć. Jeżeli rozumiecie język niemiecki i jesteście w posiadaniu kanału RTL czy to RTL Schweiz to możecie być pewni , że ekipa zajmująca się F1 w jakiś sposób uczci jej pamięć. Coś czuję, że również przed samym wyścigiem będziemy mieli minutę ciszy. Mimo iż nie znaliśmy jej osobiście, to oddajmy jej hołd. Czy to chwilą zadumy, czy to jakimś gestem. Ponieważ jest tego warta, bo gdyby nie ona, to pewnie nie było by teraz takiego teamu jak Williams, nie znalibyśmy takiej osoby jak Frank Williams, Pastor Maldonado – bo przecież nie każdy śledzi inne serie wyścigowe, w których Pastor brał udział, czy chociażby swojej szansy na występ w teamie  wujka nie otrzymałby Bruno Senna.

Pamiętajmy, że F1 to nie tylko kierowcy, szefowie tych Teamów, ale także ich rodzina, która często jest cichym bohaterem, o czym dowiadujemy się dopiero po jej śmierci  : )


http://www.dailymail.co.uk/news/article-2291039/Lady-Virginia-Williams-Wife-Formula-One-boss-Sir-Frank-Williams-dies-66-year-fight-cancer.html
http://www.worldcarfans.com/113030854930/frank-williams-wife-dies