niedziela, 31 marca 2013

Poszukiwania

Strona techniczna pozwoliła mi na umieszczenie wpisu, więc to wykorzystuję. Od pewnego czasu późne wieczory czy nawet noce spędzam na poszukiwaniu filmików, które idealnie oddają moją miłość do F1. Najczęściej szukam idealnych połączeń muzyki oraz jej słów z obrazami. Wczoraj znalazłam kolejny, który mogłabym pokazywać ze słowami „dlatego”.

Nadal od czasu założenia tego poletka spotykam się z negatywnymi opiniami na temat F1. Jednak ja nie zamierzam nikogo przekonywać, namawiać, bo to i tak nie ma sensu. Jak to mówią Włosi:”z miłością do F1 trzeba się urodzić”. Prawda. Z F1 jest jak z piłką nożną, siatkówką czy innymi dyscyplinami sportowymi, albo się to czuje albo nie - większej filozofii to tu nie ma.  

Możliwe, że zaprezentowane poniżej filmiki - pierwszy jest znaleziskiem w wczoraj - nie przypadną do gustu, ale ja bym w taki sposób wyraziło to co siedzi ukryte gdzieś w głębi mnie.  

 Korzystając z okazji, życzę Wam udanych Świąt, miłego oglądania i zachęcam do komentowania zarówno na blogu jak i na FB ;)

PS: Słowa idealnie oddają co to czuje do tego sportu :D 


wtorek, 26 marca 2013

Porozmawiajmy


Dzisiaj nie mogę się oderwać od pisania - pewnie ta pogoda tak na mnie działa ;) We wcześniejszym poście witałam się z osobami, które polubiły mój Fan Page na Facebooku, a przecież są też tacy, którzy odwiedzają mój blog a nie znają mnie np. z Fan Pagu F1 Racing :D 

Kochani przepraszam i podaję link :) https://www.facebook.com/kobiecymokiemof1

A teraz czas na pierwszy wywiad. Zaczynamy skromnie i powoli, ale obiecuję, że potem pojawiają się mocne nazwiska ;) Na pierwszy ogień rozmawiam z Magdaleną Kotlińską - jedną z redaktorem Motorsport Grand Prix, prywatnie moją najlepszą koleżanką o której często tu wspominam :)

         Za nami dwa wyścigi. Jakbyś je oceniła?

Grand Prix Australii było wspaniałym wyścigiem na rozpoczęcie sezonu i jak to bywa podczas inaugurujących rund pojawiło się parę miłych i niemiłych – na pewno zaskakujących – momentów; cieszyła dobra forma Lotusa i Ferrari, a zwłaszcza zwycięstwo Kimiego Raikkonena, natomiast zasmuciła słaba forma McLarena i Williamsa.

W Malezji, jak co roku, dużą rolę odegrała pogoda, jednak nie to było głównym tematem. To co wydarzyło się pomiędzy kierowcami, najpierw Red Bull Racing, a następnie Mercedesa, doprowadziło do kuriozalnej sytuacji i przebiło wszystko co wydarzyło się podczas tych zawodów.  Sama walka koło w koło pomiędzy Markiem Webberem i Sebastianem Vettelem była naprawdę niesamowita, lecz stworzyła niemiłą atmosferę w teamie z Milton Keyens, głównie mam tu na myśli zachowanie Niemieckiego kierowcy, który nie stosując się do poleceń zespołu, postąpił bardzo nie fair. W przypadku Mercedesa kierowcy dostosowali się do zaleceń teamu, lecz sytuacja ta jednoznacznie nakreśliła sprawę statusu obu kierowców. Niezrozumiałą dla mnie sytuacją z GP Malezji była również decyzja podjęta przez Fernando Alonso o pozostaniu na torze pomimo uszkodzonego przedniego skrzydła, co ostatecznie kosztowało go wycofanie się z zawodów. Jednak po przeczytaniu pewnej informacji dzień po wyścigu, dowiedziałam się, że decyzję podjął sam Pat Fry. Mimo wszystko, po obejrzeniu obu pierwszych Grand Prix sezonu 2013 jestem mocno podekscytowana, zaczęło się niesamowicie, oby tak dalej. 



      Po GP Malezji rozpętała się burza po zachowaniu zawodników Red Bulla oraz Mercedesa. Jak Ty to widzisz? 


Trochę kuriozalna sytuacja, ponieważ w pierwszym przypadku nie podoba mi się to, że kierowca nie zastosował się do poleceń zespołu, natomiast w drugim, że to uczynił. Mam tu głównie na myśli ich zachowanie się; kierowcy Mercedesa pozostali lojalni wobec zespołu, natomiast sam Sebastian Vettel nie był fair wobec swojego teamu. Jednak przynajmniej w Mercedesie wyłożyli kawę na ławę i potwierdzili kto jest kierowcą nr 1 w zespole, natomiast w Red Bull Racing próbują bawić się w gierki o równym statusie, czemu my kibice F1 bez problemów jesteśmy w stanie zaprzeczyć. 


      Massa po raz kolejny utarł nosa Alonso. Myślisz, że będzie to stały obrazek?

    Felipe Massie trzeba przyznać to, ze rozpoczął tegoroczny sezon znacznie lepiej niż poprzedni. Podczas obu kwalifikacji uplasował się wyżej od dwukrotnego mistrza świata, którym jest Fernando Alonso, jednak w wyścigu jest już trochę inaczej. W Grand Prix Australii to Hiszpan był wyżej – stanął na podium. Sądzę, że podobna sytuacja miałaby miejsce również w Malezji, gdyby nie odpadnięcie Alonso na początku wyścigu. Dlatego uważam, iż o ile w kwalifikacjach Felipe będzie od czasu do czasu pojawiał się przed Fernando, o tyle w wyścigu już niekonieczne, ponieważ wiemy jak to jest w Ferrari, jaki status tam panuje. Miło byłoby zobaczyć Felipe regularnie tryumfującego, jednak nie sądzę, aby udało mu się przebić Fernando Alonso. 


      Robert Kubica nie ukończył rajdu po kolizji z bandą. Nie masz wrażenia, że ryzykuje zbyt wiele?

Rajdy są sportem bardzo ryzykownym, lecz nie można zabronić Robertowi robić tego co kocha. Jak sam niejednokrotnie stwierdził rajdy są jego pasją i uwielbia brać w nich udział, ale jeszcze musi się uczyć, a tempo spacerowe raczej nie przynosiłoby tu żadnych rezultatów. Nie była to jego pierwsza kolizja i na pewno nie ostatnia, ale taki kierowca jak on nie może siedzieć w domu z założonymi rękami i się marnować, dodatkowo dla niego to dalszy etap rehabilitacji. Najważniejsze, że to co robi bardzo go cieszy, a nam pozostaje trzymać mocno kciuki obojętnie gdzie będzie występował. 

      Deszcz podczas weekendu F1 obecnie oznacza czekanie, aż przestanie padać.... nie masz wrażenia, że obecnie kierowcy F1 to bojące się wszystkiego istoty? 

Może wszystkiego nie, ale rzeczywiście porównując to do kilkunastu/kilku lat wstecz, to rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Z jednej strony tylko oni wiedzą jak trudno jest ścigać się w taki warunkach, jednak rzeczywiście nie ma co ich usprawiedliwiać, gdy wspomnimy lata świetności Ayrtona Senny czy Michaela Schumachera.

Odwlekanie mokrych wyścigów przez sędziów – wypuszczanie samochodu bezpieczeństwa czy przerywanie zawodów czerwoną flagą - jest w obecnych czasach naprawdę irytujące, ponieważ pojawia się zbyt często i trwa zbyt długo. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę tak liczne grono młodych kierowców oraz tych, powodujących niebezpieczne sytuacje, to cóż się dziwić…

      Schumacher odszedł z F1 na dobre - jak sam stwierdził. Myślisz, że jeszcze wróci?

Raczej nie. Michael po odejściu z Ferrari był nadal spragniony ścigania się, więc wrócił. Tęsknił za F1, a F1 tęskniła za nim. Jednak po powrocie okazał się już nie tym samym kierowcą, co zauważyli kibice, zespół Mercedesa, jak i on sam. Tym razem to definitywny koniec. Zresztą nie sądzę również, aby jakikolwiek inny zespół chciałby jeszcze tak zaryzykować.


      Komu kibicujesz i dlaczego?

Oczywiście największym sentymentem darzę Roberta Kubicę i to nie tylko dlatego, że jest Polakiem, ale przede wszystkim ze względu na to, że to naprawdę wspaniały kierowca i człowiek – co jeszcze bardziej umocniło jego zachowanie po wypadku. Na pewno będę mu kibicować obojętnie jaką decyzję podejmie i gdzie będzie ścigał się w przyszłości.

Co do aktualnej stawki kierowców F1, to kciuki trzymam za kierowców Ferrari oraz Lotusa (głównie Kimiego Raikkonena), jednak ucieszy mnie również tryumf teamu McLaren. A dlaczego? Sama dokładnie nie wiem, ale na pewno chciałabym ujrzeć wreszcie koniec ery Red Bull Racing, a poza tym te trzy teamy, które wymieniłam w kategoriach swoich ulubionych posiadają niesamowitą historię w Formule 1 – sentymenty. Fernando Alonso to świetny kierowca zasługujący na kolejny tytuł, a Kimiego Raikkonena uwielbiam za jego styl bycia.

        Ulubiony tor?

Po pierwsze Monako, ponieważ jest tak unikatowy  i wymaga wielkich umiejętności od kierowców. Po drugie Spa – szybki i długi tor, na którym wyścigi zawsze są niesamowite i pełne emocji. Po trzecie Monza - prędkości jakie rozwijają na nim bolidy F1 przypominają mi czym tak naprawdę jest Formuła 1, a poza tym ta włoska atmosfera i historia samego obiektu. I na koniec Suzuka, którą większość kierowców tak bardzo ceni i lubi. Jest bardzo technicznym i trudnym torem.

         Skąd pasja i miłośc do F1?

Formuła 1 istniała w moim domu odkąd tylko pamięta. Mój wujek, który mieszka w Niemczech jest również wielkim kibicem tego sportu, a F1 oglądał jeszcze za czasów Senny. Gdy tylko pojawiał się u nas na święta lub wakacje, a leciał aktualnie wyścig bądź jakaś powtórka to on oczywiście obowiązkowo musiał go obejrzeć. Pamiętam, że zawsze wtedy z wielką chęcią oglądałam te zawody (z niemieckim komentarzem) i strasznie emocjonowały mnie te ryki silników, niesamowite wyprzedzania czy starty, jednak te sytuacje zdarzały się rzadko. Potem pojawiła się F1 w TV4, więc kiedy miałam możliwość oglądałam, jednak jeszcze tak bardzo mnie to nie pochłonęło. Kulminacja nastąpiła w momencie pojawienia się Roberta Kubicy. Od tego czasu starałam się oglądać F1 regularnie i tak to się rozwinęło, z czego bardzo się cieszę, ponieważ Formuła 1 jest czymś niezwykłym.

Jesteś dziennikarką portalu Motorsport Grand Prix. Jak oceniasz portal i załogę? 

Motorsport Grand Prix to młody portal, lecz zrzesza ludzi o wielkiej pasji do Formuły 1 i sportów motorowych. Nawet jeśli nie wszyscy jesteśmy profesjonalnymi dziennikarzami starami się przekazywać naszą wiedzę/informacje, nie tylko o Formule 1, lecz również o sportach motorowych, najlepiej jak potrafimy i na ile pozwalają nam na to środki.

Bardzo miło pracuje mi się dla tego portalu, zwłaszcza z takimi ludźmi, których właśnie tu poznałam, z czego bardzo się cieszę. Co jakiś czas pojawiają się jakieś nowe koncepcje, pomysły, ciekawe wywiady, staramy się być na bieżąco z informacjami, co nie zawsze jest takie łatwe jakby niektórym mogło się wydawać. Wierzę, że będziemy się stale rozwijać i poszerzać naszą działalność coraz bardziej.

Gdy emocje opadną. Luźne przemyślenia.


Wtorek. Godzina 13. Za oknem piękne słońce, które w końcu zwiastuje wiosnę. Z tego miejsca witam również tych, którzy polubili mój Fan Page na Facebooku.

Od kiedy pamiętam starałam się nie zmuszać nikogo do oglądania i interesowania się F1. Starałam się też bez złości pokazać swoją racje, a czy ktoś mnie szanował to była często sprawa drugorzędna. Minęły dwa dni od wyścigu, wiele osób nadal nie może przeboleć paru spraw i wywleka stare dzieje na światło dzienne.
Na szczęście w moim przypadku – tak jak pisałam to w ostatniej notce – złość nie trwa długo, ale wtedy pojawia się dylemat jak to jest naprawdę. Staram się poprzez czytanie wpisów zrozumieć zarówno kibiców Alonso, Webbera, Vettela jak i Hamiltona i Rosberga. Materiału jest sporo, ale w każdej jego części znajduje się ziarenko racji. Jako kibic Felipe Massy przyzwyczaiłam się, że ludzie go krytykują często nie znając warunków kontraktu, którego podpisał. Zgadzam się z twierdzeniem, że gdyby nie odpadnięcie Alonso z GP Malezji Massa byłby zmuszony oddać pozycję Hiszpanowi. Lecz teraz nie czas na analizowanie sytuacji Brazylijczyka w teamie Ferrari.

Zgadzam się z tym, że kierowcy mimo swojej złości mogli „jakoś udać radość na podium”, chociażby dla nas, dla widzów oraz ich fanów. Jednak rozumiem też, że adrenalina była na wysokim poziomie i wygrała. Jednak nie mogę zrozumieć ludzi, którzy mimo wielu godzin „po” nadal próbują bić pianę. 
Sama wyraziłam swoje zdanie „zaraz po”, ale ja przynajmniej nie biję piany „po”. Zawsze są dwie strony medalu, jak to mówi mój tata i tam gdzie ludzie widzą minusy, inni widzą plusy. Prawdą jest, że takie zachowania zawodników jak po GP Malezji dla wielu widzów są nowe. Przecież od około 5 lat kreuje się łagodny i sielankowy wizerunek F1. Kto z nas pamięta czasy, gdzie kierowcy wpadali wręcz do boksów swoich rywali i o mało nie dochodziło do rękoczynów? 

Teraz za podobny incydent pewnie groziłoby zawieszenie na jeden wyścig i kara pieniężna. Prawda jest też taka, że kierowcy momentami duszą się w swoim ciele nie mogąc okazać negatywnych emocji. Używanie wulgaryzmów na podium grozi karą, kłótnie pomiędzy kierowcami kończą się dywanikiem u sędziów. Nie mówiąc już o tym, że mokry tor oznacza czekanie aż przestanie padać albo do czasu, gdy będzie w miarę przejezdny. Gdzie są te czasy, gdzie kierowcy potrzebowali wnet łodzi by przejechać tor a mimo to nie płakali przez radio?No dobrze sprawy bezpieczeństwa, rozumiem. Lecz czy naprawdę mokry tor – nie taki, gdzie można pływać oznacza rezygnację z jazdy? 

Podsumowując. Kibice F1 przez wiele lat byli postrzegani jako jedna, wielka rodzina na miarę kibiców naszych siatkarzy. Jednak co zrobić. Wielu „kibiców F1” myśli, że bicie piany, afery, kłótnie na forach, blogach i tak dalej to tradycja, którą trzeba kultywować…. szkoda tylko, że nie wiedzą oni jak bardzo się mylą i jak część „starej gwardii fanów F1” to boli…..

niedziela, 24 marca 2013

Wyścig głupoty dla......

Po dzisiejszym wyścigu do tego miana kandydują trzy Teamy......


To miał być idealny wyścig dla Ferrari. Jednak ich głupota, a zwłaszcza głupota Alonso mnie poraziła. Nadal nie jestem wstanie zrozumieć jak można z uszkodzonym skrzydłem, które w różnych punktach toru zmienia swoje położenie i powoduje zmianę przedniego docisku nie zjechać do boksu. Głupota zarówno zespołu jak i samego zawodnika zemściła się i zakończyła wyścig na początku rywalizacji.

Potem nadeszła chwila śmiechu, kiedy Hamilton próbował zmienić opony w boksie... McLarena :D
Szczerze mówiąc czekałam kiedy to nastąpi, ale myślałam, że będzie to miało miejsce już na początku sezonu na torze Albert Park.

Kimi dziś zaskoczył, ale na minus. Najpierw męczarnie z Perezem, potem Hulkenberg, znów Perez i znów Hulk.... Kimi co się stało?

Jednak cały wyścig przebił Red Bull i Mercedes. Oba Teamy spowodowały, że czuję niesmak i naprawdę na obecną chwilę „mam dość F1”. Webber i Rosberg mogą razem z Felipe Massą iść na piwo albo mocniejszy trunek i ponarzekać na swoją sytuację. O ile Massa siedzi już cicho i potulnie udaje, że Alonso jest jego największym kolegą, tak Webber się nie daje i to mi się akurat podoba. Wszystko wskazuje na to, że przerośnięte ego Vettela wygrało nad zdrowym rozsądkiem i nie posłuchał swojego teamu co do zakończenia walki z Markiem. Jest mi szkoda Australijczyka, bo to nie pierwsza sytuacja, gdzie płaczący Niemiec, który jest o zgrozo porównywany w każdym aspekcie do Schumachera, wygrywa w taki a nie inny sposób.  

Patrząc na młodego Mistrza widać, że obrał drogę dążenia do celu po trupach... co mi się nie podoba, ale to już zostaje w teamie Red Bull Racing... A co do Mercedesa... widać, że Rosberg, który wyraźnie był szybszy od Hamiltona nie może go wyprzedzić, bo przecież jak to będzie wyglądało.... Anglik opuścił McLarena i wybrał Mercedesa! I nie, nie przez ogromne ilości zielonych banknotów, których suma przyprawiała o zawrót głowy, a ich szelest brzmiał w jak szum morza ukryty w muszli..nie, wcale nie!  

Tłumaczenia, przeprosiny, ciągłe przepychanki, które przyprawiają już na wstępie sezonu a mdłości... oglądam F1 od parunastu lat i stwierdzam, że z każdym z takim przypadkiem czuję coraz większy niesmak. Kasa, głupota, przerośnięte ego, głupota i kasa. Tak od paru minut, godzin widzę F1. Takie postrzeganie na pewno za chwilę mi przejdzie, jednak co zrobić, za jakiś czas znów wszystko wróci.  

Webber pokazał środkowy paluszek, może zrobi awanturę, może wygra. Rosberg? Pewnie odpuści...

Obecnie cieszy mnie jedna rzecz - wyśmienite tempo Massy pod koniec wyścigu. Aż chce się zapytać, dlaczego nie zrobiono tej zmiany szybciej?  

PS: sytuacja Vettel - Weeber, przypomina prawie w 100% sytuację Schumacher - Barrichello..... 

poniedziałek, 18 marca 2013

W końcu....

W końcu mam internet... ale szczerze przyznam, że jakoś specjalnie nie było mi tęskno za FB czy Twitterem - przynajmniej widziałam jakieś powiadomienia i wiadomości, bo jak wchodziłam codziennie nie było iż za wiele :D ....  może było trochę nerwów, gdy sobie przypomniałam, że trzeba obstawić wyścig :D - tu podziękowania należą się Magdzie, bo ona zawsze pomoże w trudnych chwilach :D

Wyścig? Idealne rozpoczęcie sezonu. Massa pokazał, że potrafi jeździć szybciej od Alonso, ale co z tego jak i tak już Ferrari postawiło na Alonso. Na pewno wielu cieszy się z faktu, że Vettel nie jest tak szybki jak w zeszłym sezonie - ale może to tylko mały kryzysik i w Malezji wróci wszystko do normy?

Na pewno chce mi się śmiać z Kimiego. Przez cały wyścig powolutku, po cichutku i wygrał :D Sprawdziło się powiedzenie z Abu Dhabi :"Leave me alone. I know what I;m doing" :D

piątek, 15 marca 2013

Jak pech to pech...

Wiedziałam, że nie dam rady wstać na 2:30 na trening.... Jednak pobudka o 6:30 nie była taka zła. Gorzej było po włączeniu laptopa... okazało się, że nie ma internetu - co za pech! Nie pozostało mi nic innego, jak położyć się i spać dalej. Jednak wiedziałam, że mój sen nie potrwa długo, bo przecież czeka na mnie praca w dwóch portalach! Na szczęście internet wrócił. Mogę się skupić na pracy, potem uczelnia, dom i weekend bez dostępu do internetu - cudowna wizja..... Trzymajcie się ciepło i życzę udanego weekendu F1 ;)

Na koniec, krótki filmik - ale jakże piękny <3 - pokazujący sceny z pierwszego treningu. Jakby ktoś znał nazwę piosenki - niech da znać ;)

czwartek, 14 marca 2013

Godziny...


Już dziś w nocy się zacznie. Nowe emocje, nowe doświadczenia, nowi kierowcy. Sky stworzył filmik, który od wczoraj nieustannie oglądam. Nie mogę się doczekać, nie mogę już wytrzymać. Kiedy słyszę, że to już dziś w nocy adrenalina podskakuje, czuję się "inaczej". Nie każdy rozumie moje zachowanie, nie każdy rozumie moją ekscytację, ale przez te lata nauczyłam się to znosić. Nauczyłam się, że mówienie o F1 budzi w ludziach jakąś niechęć, czasem widzę w oczach współczucie ;) Nauczyłam się, że moja pasja nie jest tym, czym wielu zrozumie, ale są i tacy, którzy szanują ją :) Na przykład moja przyjaciółka. Nie lubi F1, nie interesuje ją to, ale potrafi mi poprawić humor podarkiem o tematyce F1 - chociażby jej portret ołówkowy Felipe Massy, który dostałam na 18 urodziny, czy spisanie mojego pytania do Felipe i jego odpowiedzi :) - boże kiedy to było :D  Uwielbiam też rozmawiać z ludźmi, którzy są tak samo zakręceni na punkcie tego sportu - mówię tu zwłaszcza o mojej redakcyjnej koleżance Magdzie, z którą możemy godzinami gadać o wielu tematach łącząc je z F1 :) Słowem, cieszę się, że nie jestem sama w mojej miłości do tego sportu :)

Nie mówiąc o tym, że postanowiłam pisać licencjat o o F1... tylko problem powstaje przy wyborze tematu. Mam ich za dużo w głowie i chętnie wszystkie opisała :)



https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=iYzUv1p2YPE

poniedziałek, 11 marca 2013

Tak mnie naszło :D

Niby coś tu piszę, niby ktoś mnie czyta, ale może dacie o sobie znać ;)?

Chwila zadumy....


Sezon zbliża się wielkimi krokami, media bombardują nas milionem informacji o tym, że Alonso jest w pełni przygotowany do sezonu, że Bianchi schudł dwa kilo w 2 tygodnie, że Ferrari korzysta z usług UPS, gdy oficjalnym partnerem logistycznym F1 jest DHL, jednak zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o Sir Franku Williamsie. Niestety sezon nie rozpocznie się wesoło dla właściciela teamu Williams. Jego żona, Lady Virginia po dwóch latach walki, przegrała wyścig życia z rakiem  : (

66 letnia żona Franka zawsze była obok, w najgorszych momentach życia swojego męża. Jest mi cholernie smutno z powodu tej tragedii, bo przecież wszyscy wiemy, że Frank po strasznym wypadku jeździ na wózku, a do tego jeszcze ta smutna wiadomość. Kiedy o tym piszę, przypomina mi się pierwsze zwycięstwo Pastora i to jak padł do kolan Franka i dziękował za wszystko. Pamiętam też żonę Franka jak tuliła płaczącego Pastora i jego narzeczoną.  Dość obszerny artykuł na temat zmarłej i jej rodziny napisał Daily Mail wydanie internetowe. Możemy zobaczyć zdjęcia z prywatnego albumu rodzinnego oraz poczytać o wspaniałej miłości tych dwóch – doświadczonych przez życie ludzi. Niestety nie popisała się strona  World Car Fans, która napisała raptem parę zdanek na ten temat, co pokazuje, że niektórzy albo są zbyt wrażliwy na takowego tematy, albo stwierdzili, że parę zdanek wystarczy, bo pisanie o śmierci jest passe.

Dlaczego o tym piszę. Czy szukam sensacji? Kontrowersji? Nie… Chcę pokazać, że ludzkie tragedie są wpisane w Formułę 1, w sport, który wielu traktuje jak Koloseum a kierowcy to Gladiatorzy, którzy zniosą wszystko. Frank zniósł śmierć Ayrtona Senny, za którą wielu fanów obwinia właśnie jego… teraz musi się zmierzyć ze śmiercią najbliższej mu osoby, swojej kochanej żony. Podoba mi się artykuł, który stworzył Daily Mail. Podoba się… wiem, jak to brzmi, ale chodzi mi o sposób opisu niż o samą wiadomość.  Z artykułu możemy się między innymi dowiedzieć, że żona Franka napisała książkę pod tytułem „A Different Kind of Life” w której opisuje swoje relacje z mężem oraz to, jak wypadek samochodowy wpłynął na ich życie, które wywróciło się o 180 stopni.  Książka opowiada o ogromnym poświęceniu. O tym, jak Virginia dawała Frankowi pieniądze ze sprzedaży własnego mieszkania, aby zespół się utrzymał w stawce.
Powiem Wam szczerze, że nie wiedziałam o istnieniu tej książki, a to w jaki sposób opisał ją Daily Mail powoduje, że jestem ogromnie ciekawa całości.  Jednak nadal jest mi cholernie smutno, bo na chwilę zdałam sobie sprawę z faktu, że nikt z nas nie jest wieczny. Każdego z nas czeka pożegnanie się z tym światem, a jeżeli odchodzą najbliższy osób, które się szanuje, które są naszą podporą… są dla nas wszystkim, to jeszcze bardziej jest mi smutno.

Śmierć żony Franka pokazała, że Formuła 1 musi się czasem zatrzymać i popatrzeć na ludzką stroną rywalizacji. Jednak z tego co zauważyłam nie wszyscy napisali o tym fakcie. Może ich to nie interesuje? Może wolą przemilczeć to? Na pewno z milion razy usłyszymy tą informację podczas pierwszego treningu z naszymi ulubionymi komentatorami…. Niestety robiąc z tego wydarzenie na miarę historii pierwszego weekendu w Australii. Jednak mam nadzieję, że nasi komentatorzy zastanowią się przez chwilę nad tym co mówią i przemilczą pewne słowa oddając cześć tej kobiecie, nie robiąc z niej bohaterki łzawej historii.
A niestety po wielu latach oglądania Formuły 1 w wydaniu polskim może się tak zdarzyć. Jeżeli rozumiecie język niemiecki i jesteście w posiadaniu kanału RTL czy to RTL Schweiz to możecie być pewni , że ekipa zajmująca się F1 w jakiś sposób uczci jej pamięć. Coś czuję, że również przed samym wyścigiem będziemy mieli minutę ciszy. Mimo iż nie znaliśmy jej osobiście, to oddajmy jej hołd. Czy to chwilą zadumy, czy to jakimś gestem. Ponieważ jest tego warta, bo gdyby nie ona, to pewnie nie było by teraz takiego teamu jak Williams, nie znalibyśmy takiej osoby jak Frank Williams, Pastor Maldonado – bo przecież nie każdy śledzi inne serie wyścigowe, w których Pastor brał udział, czy chociażby swojej szansy na występ w teamie  wujka nie otrzymałby Bruno Senna.

Pamiętajmy, że F1 to nie tylko kierowcy, szefowie tych Teamów, ale także ich rodzina, która często jest cichym bohaterem, o czym dowiadujemy się dopiero po jej śmierci  : )


http://www.dailymail.co.uk/news/article-2291039/Lady-Virginia-Williams-Wife-Formula-One-boss-Sir-Frank-Williams-dies-66-year-fight-cancer.html
http://www.worldcarfans.com/113030854930/frank-williams-wife-dies