piątek, 26 kwietnia 2013

Krótko

Dopiero co pojawił się w kioskach nowy numer F1 Racing, a ja już chce czerwcowy numer. Szczerze? Nie podoba mi się obecna okładka.... jest okropna, ale to tylko moja opinia. Siedzę przed kompem od godziny i dumam nad zdjęciami z Renault F1 Show, który odbył się w Poznaniu i które ukażą się wraz z tekstem z najnowszym numerze. Powiem szczerze, że jestem mega szczęśliwa, bo więcej osób dowie się o tym jak było na tej imprezie, ale z perspektywy zwykłego szaraczka.  

Jednak obecnie cieszę się z moich dwóch nowych łupów: bluzki Ferrari i kurtki Toma Coronela z WTCC team Seat Holand :D   

wtorek, 23 kwietnia 2013

Pewność.... Siebie?


Dzisiejsza notka powstała po rozmowie z dziennikarzem F1 i komentatorem Polsatu – Grzegorzem Jędrzejewskim – mam nadzieję, że się nie obrazisz za to ;) 

Kim jestem? Dziennikarzem dwóch portali i jednym z adminów F1 Racing na FB. Piszę dla ludzi, piszę dla osób, które znam z pierwszych stron gazet i widuję często w telewizji. Jednak nie czuję zbytnio presji pisząc na fb F1 Racing czy dla portali, bo zajmuję się przekazem i często nie spoglądam, kto lubi lub udostępnia daną informację. Mam w znajomych parę znanych nazwisk, ale czasami trudno mi do kogoś napisać, odezwać się – bo co ja szaraczek mogę… Wszystko zmieniło się po zaproszeniu do znajomych bohatera, dzięki któremu powstaje ta notka. Z reguły jest tak, że jestem nieśmiała i czasem mało pewna siebie. Mając konto na fb nie liczą się dla mnie lajki, udostepnienia czy liczba znajomych… wiem, że ta a ta osoba ma prywatne konto na fb, ale brak mi odwagi kliknąć „zaproś do grona znajomych”. Jednak zanim zaprosiłam Grzegorza zauważyłam, że jest jednym z lubiących fan page mojego bloga. Byłam w szoku, ale i w jakiś sposób szczęśliwa, że taka osoba trafiła na to poletko F1 widzianego moim kobiecym okiem.

Zaproszenie zaakceptowane, małe podziękowania na priv no i się zaczęło. Nieśmiało zaczęłam rozmowę i po przejściu na tzw. poziom maksymalnej pewności rozpisałam się na całego. Przeszłam na „TY” co przyszło mi jednak z małą z trudnością, bo każdemu nowo poznanemu człowiekowi mówię lub piszę na „Pan” lub „Pani”, ale jakoś poszło. Jednak głupio mi się zrobiło, jak dostałam parę pochwał… to pokazuje, że jednak nie potrafię w siebie dostatecznie wierzyć. Wiele osób, które wiedzą do czego dążę powtarzają mi żebym w końcu w siebie uwierzyła i przestała przejmować się „hejterami” jak to ładnie ujął Grzegorz.

Jednak jedno jest pewne  i to wiem, przez telefon i fejsa porozmawiam wręcz napiszę książkę ;), ale jak przyjdzie co do czego i będę miało podejść do kogoś na zywo, to chyba moja nieśmiałość wygra ;/



niedziela, 21 kwietnia 2013

Emocje!

Niekiedy zastanawiam się, co by było, gdyby nie moja miłość do F1 i motorsportu. Pewnie byłabym zagorzałą fanką siatkówki, tenisa, piłki nożnej lub bierek… Notkę tę piszę w trakcie wyścigu GP2, który mnie całkowicie pochłonął. Jest on momentami tak emocjonujący, że czasem wyrwie mi się „Czemu w Formule 1 się tak nie wyprzedzają? Czemu w F1 nie ma takich pojedynków, gdzie o jedną pozycję walczy aż 5 kierowców?” Wszyscy wiemy dlaczego.

Realizator skupia się obecnie na pojedynku pięciu kierowców na pozycjach 5 – 9 (jeżeli dobrze liczę) i jest to coś niesamowitego. W końcu! 2 okrążenia do końca, a na ekranie widać pierwszą trójkę, która walczy o zwycięstwo – żałujcie, że tego nie widzicie! Naprawdę, kierowcy F1 mogliby się uczyć od młodszych kolegów co to znaczy zaciekle walczyć o pozycję! Mówię to przez pryzmat pasji i emocji, a także elektryzujących ciarek na plecach, jakie wywołuje u mnie końcówka wyścigu.  

„Wow, to były niesamowite ostatnie metry” - powiedział komentator Sky Sport F1. Sam Bird wygrał wyścig, emocje powoli opadają, a ja nadal piszę dla Was tę notkę. Okrążenie radości, machanie do kibiców i stewardów. Raz jeszcze można zobaczyć sytuację, gdzie dwóch kierowców niemal w tym samym momencie mija linię mety. Wierzcie mi, mało brakowało a potrzebny byłby fotofinisz!

Uff, już po wszystkim… Nie potrafię sobie przypomnieć ciekawszego wyścigu w ostatnim czasie. Po takich emocjach mam ochotę na znacznie więcej. Niedługo główna atrakcja weekendu - Grand Prix Formuły 1. Hamilton dostał karę, ale coś czuję, że będzie wysoko. Jednak niepokoi mnie mój dzisiejszy sen. Rosberg nie trafia w punkt, opóźnia start i wpada w niego bolid – zabijcie mnie, ale nie pamiętam jaki... mam nadzieję, że to nie był on koloru Rosso Fiorano…

Za oknem piękna słoneczna pogoda, żadnego obłoczka na niebie i przyjemny, wiosenny wiatr. Niestety nie jest mi dziś dane wyjść i korzystać z tych dobrodziejstw Matki Natury.. Muszę skończyć prezentację na studia, przeczytać parę stron na zajęcia (bo może być wejściówka), zrobić jeszcze jedną prezentację na konwersatorium w języku obcym no i oczywiście obejrzeć wyścig i dokonać po nim tłumaczeń dla mojego serwisu. Nawet to, co teraz piszę, jest potrzebne na studia – to tak zwana notka „zaliczeniowa”. Wczoraj udało mi się ułożyć i wysłać – wraz z przełożonym i redakcyjną koleżanką – pytania do Adama Gładysza. Teraz czekam na odesłanie odpowiedzi, które będzie trzeba ładnie zredagować i wstawić na stronę Motorsport Grand Prix.

„Czy ktoś wie, gdzie podziało się tempo Lotusa?” Przepraszam, za takie wstawki, ale w tle leci Sky Sport F1 i co jakiś czas pojawiają się takie słowne kwiatki, które mnie rozśmieszają – w sumie, to mam dziś jakąś głupawkę ;D Mam tylko nadzieję, że nie przeszkodzi mi w realizacji dzisiejszych planów, bo jutro nie będzie na nie czasu.

Czas kończyć. Zostały trzy godziny, a ja nadal oglądam relację z paddocku. Zna ktoś sposób na wyłączenie jej i zajęcie się studiami…?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wspomnienia

W końcu nie muszę być tajemnicza i mogę napisać, że tajemniczym ekspertem portalu dla którego piszę jest Christopher Vlok – dwudziestoletni kierowca Europejskiej serii F3. Jednak nie o tym ;)

Jak to się stało, że znalazłam się na Renault F1 Show w Poznaniu? Odpowiedz jest dość prosta. Marudziłam na tyle skutecznie, by rodzice pojechali ze mną, że się udało :D Pamiętam ten dzień doskonale. Upał niesamowity. Błękitne niebo i żadnego obłoczka... jazda przebiegała sprawnie do czasu. Około 20 kilometrów przed miastem, ruch zgęstniał. Czyżby wszyscy jechali na tor Poznań? Jak się później okazało niestety tak....Przejechaliśmy przez centrum, nawigacja poprowadziła nas w stronę toru. Żeby było śmieszniej, trwał remont drogi prowadzącej do toru co powodowało, jeszcze większe korki. Kolejne minuty w plecy. Powoli zbliżała się godzina zero... w końcu się udało! Parking znaleziony - ludzie jak mrówki maszerują w stronę toru. Pierwszy przystanek: namiot i odbiór napoju N Gine. Każdy dostaje po jednym i idziemy dalej. Drzewa, drzewa, prosta toru Poznań i jesteśmy.

Ludzi ogrom. Stoisko F1 Racing, Renault, scena, bolid Renault i modele owej marki pod daszkiem. Po wypiciu ostatnich kropel wody szukam stoiska... lecz widzę tylko 3, parę parasolek i „pachnące” na odległość przenośne toalety. Upał był coraz bardziej nie do zniesienia. Plan dnia miałam wykuty na pamięć. Pokręciliśmy się trochę koło sceny, docisnęłam się z tatą do barierki, gdzie stał bolid, wyścigowa Meganka i zrobiliśmy parę zdjęć.. jednak tłum napierał z taką siłą, że zrezygnowaliśmy i poszliśmy w stronę stoisk z motorami a dokładniej w pobliże zakrętu Uśmiech Szatana. Parada gości. Czekamy na Roberta i Lukasa. Są! Aparat na tryb sesji, raz, ciach -niby zdjęcia zrobione. Niestety, sesja mająca składać się z 20 zdjęć składała się z... 1! Moje zdenerwowanie było ogromne, ale szybko przeszło.

Potem wróciliśmy na asfaltową drogę - z butelką najdroższej wody na świecie zakupionej na jednym ze stoisk – i obserwując rozwój wydarzeń. W pobliskim zagajniku znalazłam kran z wodą. Nie dość, że był czynny to jeszcze woda była czysta – zbawienie! Wszystkie butelki napełniliśmy cennym wówczas trunkiem i poszliśmy usiąść w cieniu na małym parkingu obok toru. Mieliśmy idealny widok na zakręt, kawałek nieba, na którym co rusz pojawiał się startujący samolot z pobliskiego lotniska.

Nagle pojawiła się ona! Włoska, czerwona piękność, której ryk był muzyką dla moich uszu. Ferrari F430 zagościło na torze! Nie byłabym sobą gdybym nie poszła na nią popatrzeć. Ten silnik, te opływowe kształty! Zdjęcie z każdej strony, szybki rzut oka na całość i powrót do kochanego cienia. Nagle słyszę z odległości około 1 km ryk silnika F1. Myślę sobie: „przecież jest za wcześnie”. Faktycznie, to nie był jeszcze czas przejazdu a pierwsze przymiarki. Na torze pojawił się wówczas Maurycy Kochański, wyścigowe Meganki w których się wręcz zakochałam i na koniec on – Robert za sterami bolidu F1! Widziałam go może przez sekundy, ale cały czas miałam przed oczami wyimaginowane klisze z jego jazdy po torze. Wiecie jakie to cholernie zaj.... uczucie słyszeć bolid F1 na żywo, czuć ten dreszcz podniecenia ii... ach, to coś cudownego! 

Robert jeździł może 10 czy 15 minut, po czym wszystko się skończyło. Zrobiliśmy masę zdjęć, jednak najważniejszy punkt całego wydarzenia - kręcenie bączków - nie został przez nas uwieczniony tak jak tego chcieliśmy. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, mam jedno zdjęcie, ale jakie idealne – jak dla mnie ;)

Kiedy było już po wszystkim należało jak najszybciej ewakuować się do samochodu i jak najszybciej opuścić parking. Udało się! A za nami jechała ona, piękna Włoska Diva, która z czasem nas wyprzedziła i zniknęła za zakrętem z prędkością światła.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Przypadek


Czasem moim życiem rządzi przypadek i spontan. Parę dni temu wiadomość na poczcie „Y X śledzi Twój profil”. Moja pierwsza reakcja WOW! No nic, zrobiłam to samo. Napisałam zdanko, polubiono je, przekazano dalej i koniec. Potem jedno wpadłam na pomysł wywiadu. Naczelny się zgodził, kierowca też. Zaczęłam myśleć dalej. A może by tak…. Przedstawiłam pomysł kierowcy i naczelnemu. Obaj bardzo się ucieszyli, zgodzili. Kierowca pewnej serii stał się naszym ekspertem!  Który z nich by się na to tak łatwo zgodził :D?

Na razie nie będę zdradzać kto, ale pierwszy tekst już niebawem – ciekawe co opublikujemy szybciej, wywiad czy zapowiedz GP Chin jego autorstwa? Jedno jest pewne, sam mnie znalazł, zaczął śledzić a ja pod wpływem chwili radości z tego faktu uczyniłam coś znacznie lepszego. Nie dosyć, że mam pozwolenie na wszystko od naczelnego, to jeszcze udało mi się nawiązać kontakt z kierowcą X serii. Muszę przyznać, że strasznie miły gość z niego :)

PS: Nie bijcie za to, że nie zdradzam jeszcze kto to :) 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rysa na skale


Wiele razy w swoich notkach pisałam o tym, że nie obchodzi mnie to co ludzie myślą na temat mojej miłości do F1. Jednak dziś mnie coś tknęło… może nie zburzyło to całej konstrukcji, którą buduję od wielu lat, ale pojawiła się mała ryska i cholernie mnie zabolała…. 

Pewnie chcecie wiedzieć o co chodzi. Wiecie po co stworzyłam tego bloga, wiecie też kim jestem, wiecie też, że piszę dla portali i pomagam jako administrator. Pewne rzeczy związane z moimi studiami staram się wiązać w moją przyszłą pracą w roli dziennikarza F1. Więc pewne zadania, które mam na studiach podpinam pod F1, jeżeli można oraz jeżeli sprawia mi to przyjemność. Na dziś mieliśmy napisać recenzję książki. Przeczytałam w swoim życiu wiele, jednak zdecydowałam się zrecenzować „Wewnątrz Umysłu Kierowcy Grand Prix”. I nie chodzi tu o uwagi, do tego co napisałam – bo to przyjmuję z pokorą – ale to co usłyszałam przed wytknięciem błędów. Przy wielu koleżankach i kolegach oraz prowadzącej jedna z „koleżanek” postanowiła się na mnie … hm nie wiem czy wyładować swój gniew, swoją frustrację czy irytację, ale przy absolutnej ciszy otrzymałam pytanie w stylu „czy moje życie kręci się wokół jednego i czy nie mam innych zainteresowań” oczywiście jak to ludzie parsknęli śmiechem, ale co gorsza nawet nikt mnie nie bronił…. Sama musiałam to zrobić, jednak zaskoczona tak tym pytaniem, zbytnio się pogubiłam…. 

Oczywiście nie będę się żalić otwarcie znajomym ze studiów, bo część z nich nie zrozumie o co mi chodzi, a część powie, że mam się nie przejmować…. Jednak mnie coś nadal boli, nadal odczuwam ten dziwny stan, bo niejako dotknięto mnie w czuły punkt…. Bo owszem F1 to moje życie, ale jak każdy inny człowiek mam też inne zainteresowania, jednak nie dzielę się nimi zbytnio, bo też się inne niż przeciętnego Kowalskiego…..

PS: Nie żalę się głośno, tylko stukam w klawisze klawiatury, bo tak mi jest łatwiej…. Przynajmniej  się nie
rozkleję ;)