poniedziałek, 23 września 2013

Spełnione marzenia- Top Gear Live

21 września. 4:40 rano, sobota. Czas wstawać – było strasznie trudno ogarnąć się, ale jakoś wstałam.... potem sprawdzić czy wszystko się ma – najważniejsze bilety i jazda. Pierwszy przystanek Wielkopolska. Zostawiamy mamę i kota na pogrzebie, my lecimy dalej. Rodzina nie miała nic przeciwko naszemu wyjazdowi, to można spokojnie i bez wyrzutów sumienia jechać. Nawigacja, mapa, cb radio. Słowem mamy wszystko. Droga do Warszawy miała przebiegać przez Zegrze Południowe, odwiedzenie ciotki oraz Grzegorza, jednak objazdy spowodowały, że trafiliśmy prosto do Warszawy. Mieliśmy godzinę na znalezienie parkingu i przejście 4 kilometrów na stadion. Ja, jak to ja oczarowana wszystkim co wokół mnie. Zabraliśmy co potrzebne i idziemy.
Pierwsze co mnie urzekło to budynek naprzeciw Centrum Kopernik. Stary, obrośnięty winoroślą, w środku szklane schody. Coś pięknego. Niestety nie znalazłam co to takiego było. Jeżeli ktoś wie, to podpowiem, że znajdowało się to obok ulicy Karowej. Może to była palmiarnia? Następnie Centrum Kopernik – kolejny piękny budynek, a w środku dzikie tłumy :D rzut oka na salon Bentleya i idziemy dalej. Most. Dla wielu warszawiaków to zwykły most, dla mnie cudo. Zwłaszcza jak wracałam o 23 na parking.
Pit Party. Weszliśmy równo o 15:30. Stoisko Infinity i bolid Red Bulla. Zdjęcie sobie zrobiłam, ale to w końcu Red Bull, to co się będę chwalić fotą z RBR ;)) Posądzona o zdradę nie chcę być ;)) Potem stoisko samochodów bajkowych i filmowych. Nie odmówiłam sobie zrobienia zdjęcia Luigiego <3 :D – szkoda, ze Guido nie było.
Czy ktoś oglądał Powrót do Przyszłości albo Transformersy? Pamiętacie Bumblebee – którego ja pieszczotliwie nazywam Bambi – oraz szarego DeLoreana? Tak, też były ;) Reszta stoisk się powtarzała na innych imprezach, więc tylko rzuciłam na nie okiem. Największy szał był oczywiście przy stoisku Vervy i Orlenowskiego teamu Dakar. Czekałam na autograf i zdjęcie z Jackiem Czachorem, ale musiał gdzieś szybko iść, a Kuba Przygoński nagle wyparował. Spotkałam jednak moją redakcyjną koleżankę, pogadałyśmy i potem pierwszy punkt programu – Kuba i Patryk. Po prostu panowie mnie oczarowali. Pełen luz, uśmiech, zero gwiazdorstwa. Podziękowałam za udzielone wywiady, autografy zdobyłam, zdjęcia wykonane. Po wszystkim trzeba było iść gdzieś usiąść i zjeść. Wyobraźcie sobie, że takie chodzenie, oglądanie tego wszystkiego oraz stanie w kolejce po autograf spowodowały, że jak spojrzałam na zegarek, zobaczyłam, że zostało 1:30 godziny do wejścia na stadion.
Poszliśmy coś zjeść – nie ma to jak ciepłe schody pod stadionem ;). Następnie spotkałam kolejną koleżankę – tym razem z F1 Racing. 5 minut spełnionych marzeń – miło było Cię spotkać Misza i czekamy na wejście.
Kiedy weszliśmy na stadion, to poczułam się jakbym wygrała milion w totka. Siedziałam jak zaczarowana, po prostu chciało mi się z radości płakać, że spełniłam jedno z wielu marzeń. Oczywiście siedzieliśmy w najlepszym miejscu jakie mogliśmy sobie wymarzyć. Po prawej widzieliśmy miejsca prasowe i szefostwa Orlenu, po lewej strefa VIP. Kiedy impreza się rozpoczęła i tak trwała i trwała, byłam lekko zniesmaczona poziomem polskiej części. Niektóre punkty programu iście robione na styl „głupi człowiek przyjdzie, wszystko łyknie i obejrzy”. Niestety, ale część z policjantami, rowerami, „mocarną ciężarówką” nie przypadła mi do gustu. Krzyczący Pan Mikiciuk – kurde facet lubię Cię, ale po co te krzyki były? Drift, Porsche Super Cup, Dakar – to już było coś. Tu nie mam żadnych zarzutów. Aha... jeszcze jedno... ja rozumiem, że strefa VIP jest ważna, ale nie trzeba tego pokazywać rzucając tylko w tą strefę fantów... to było żałosne szczerze powiedziawszy...
Jednak to druga część – Top Gear Live mnie urzekł w 100%. Śmiech, łzy radości, samochody marzeń, Stig, który mnie totalnie powalił na łopatki.. naprawdę nie wiem jakich mam używać słów by to wszystko opisać. Zobaczyć na żywo Italię, Maserati Quattroporte, Mercedesy AMG... szok...
Impreza trwała długo, ale dla mnie za krótko. Wyszliśmy najszybciej jak się da. Była godzina 23 a pod stadionem tłok, krzyki, nawoływania. Kiedy wracaliśmy do samochodu patrzyłam na Warszawę. Oświetloną, piękną Warszawę. Zamek królewski, pobliskie mosty, Pałac Kultury. Kiedy szliśmy, śmiałam się do taty, że gdybym mieszkała w Warszawie w miarę możliwości przychodziłabym na ten most z kocem, siadała i podziwiała. Jednak tata trafnie to skomentował:
  • Ci co tu mieszkają, tego nie widzą.
Ma rację. Wiele osób nie patrzy na to co wokół, mieszkają i tyle. Po pożegnaniu się z miłym panem z pobliskiego parkingu wyruszyliśmy do domu. Przed wyjazdem odbyłam miłą pogawędkę przez telefon i otrzymałam miłą wiadomość - od razu lepiej się wracało, na sercu tak cieplej się zrobiło. Jednak za Warszawą nasza nawigacja wyprowadziła nas w Puszczę. Dziki biegały po drodze, dziury do kolan, mgła. Godzina 1 w nocy a my samotni w Puszczy. Niezła zabawa nam się przytrafiła. Zdecydowaliśmy się zawrócić i wrócić na drogę ekspresową. Wiecie jak to jest, w nocy wszystko wygląda tak samo. Potem spotkaliśmy kilka kotów, lisów, nietoperzy, sarny... słowem cały zwierzyniec – wszyscy żyją ;).
Do babci dotarłam o 6 rano. Szybki prysznic i spać. Szkoda tylko, że mój telefon postanowił o 5:52 zadzwonić do 3 osób... niestety miał pecha i już wymieniłam go na lepszy model ;)
Podsumowując. To była najlepsza impreza na jakiej byłam. Warszawa nocą jest cudowna. Chce jeszcze raz! No może nie chcę powtarzać 24 godzin bez snu ;) ale muszę przyznać, że około 1 w nocy miałam taką głupawkę i tyle siły, że szok. Przynajmniej było wesoło w samochodzie a w głośnikach „Kryzysowa narzeczona” ;)

czwartek, 19 września 2013

"Otwarta książka"

Kilka lat temu nauczyłam się ukrywać swoje nastroje w muzyce. Każda nuta, każdy dźwięk ma dla mnie jakieś znaczenie, niesie za sobą wspomnienia. Najczęściej jest to muzyka z podsumowań F1 i MotoGP. Zawsze kiedy słyszę daną piosenkę, widzę dany wyścig.
Muzyka pozwala mi się uspokoić, wypłakać, śmiać się. No cóż.. jestem dziwną istotą i większość mojego życia i humory opisuję piosenkami. Moi znajomi często lajkują piosenki, które udostępniam, ale zastanawia mnie to, czy któreś z nich widzi w tej piosence drugie dno. Czy widzi opis mojego stanu, moich przeżyć i tak dalej.... Moja babcia i mama znają mój kod muzyczny – z jednej strony dobrze z drugiej źle. Zawsze są dwie strony medalu.
Wczoraj pękłam. Nie wiem czy zrezygnuję z pisania czy nie, ale coraz więcej znaków na niebie i ziemi daje mi do zrozumienia: „odpuść”. Żeby tego było mało zaczęłam się żalić osobie, która cieszy się z przyjścia na świat małego Bączka, a ja nie mając komu się wyżalić, otworzyłam się jak książka... przeprosiłam i uciekłam...
Książki, zdjęcia, muzyka, motorsport, wyścigi i jeszcze parę innych rzeczy – coś, co daje mi radość. Ostatnio usłyszałam, że jestem „obca i dziwna, bo nie zachowuję się jak inne dziewczyny”. No cóż. Wolę się szanować i mieć z czegoś satysfakcję niż potem siedzieć i płakać nad zmarnowanym życiem.
Moje notki czytają też ludzie ze studiów, którzy potem w różny sposób nabijają z tego co piszę. Oczywiście wiem, kto robi to wrednie i chamsko, a kto lekko się ze mną droczy. Jednak do tych co robią to złośliwie: Kochani, jeżeli macie smutne życie a moje jest aż tak ciekawe by o nim rozmawiać proszę bardzo, przynajmniej nie będziecie się nudzić :)
Jednak wiecie co jest moją – chyba wadą? Nie poznałam wielu ludzi z mojej listy znajomych na fb na żywo, ale nauczono mnie szanować każdego z kim rozmawiam. Nie sprawiać mu przykrości, być miła, sympatyczna niczym kierowcy F1 ;)i zawsze się przejmuje tym, że nie odpisuje - tak już mam.
Po prostu jestem inna.. za co często dostaję baty..."bo wrażliwi i uczuciowi ludzie nie mają łatwo w tym szarym świecie".


wtorek, 17 września 2013

Pan Niezmienny?

Kimi Raikkonen. Od lat postrzegany jako „Iceman – człowiek lodu”. Kierowca, którzy ma wszystko gdzieś, ma swój styl, swoje życie, nic go nie obchodzi. Jak mówi, tak robi. Jednak ten z pozoru niezmienny człowiek zrobił coś, co mnie zaskoczyło. Wrócił do Ferrari.
Kiedy Kimi trafił do Ferrari, Massa oddychał i spał spokojniej niż teraz. Oczywiście grał na Kimiego, ale nie w takim stopniu jak teraz gra na Alonso. Kimi w sumie miał za zadanie jeździć i wygrywać dla Scuderi – tyle. Jednak kłótnia z Montezemolo spowodowała, że Fin stwierdził, że po zakończeniu sezonu 2007 nie wróci nigdy do Ferrari. Jak to śmiesznie teraz brzmi, prawda? Jednak Kimi podpisał kontrakt na dwa lata. Podpisał go z Ferrari. Będzie partnerem Alonso, będzie prawdopodobnie numerem dwa i tu się na chwilę zatrzymajmy. Raikkonen jest człowiekiem niezależnym, wolnym, okrutnie nie lubiącym gdy coś mu się narzuca. Wątpię, by pozwolono mu na to samo co mógł robić kiedyś, bo teraz to Hiszpan dyktuje warunki – wyczuwam kłótnię, albo wrzody u biednego Hiszpana ;)
Słowem „Pan Niezmienny” zagrał wszystkim na nosie i wraca do zespołu, z którym nie chciał mieć nic do czynienia. Śmieszy to tym bardziej, że będzie tam razem z Alonso ;)

piątek, 6 września 2013

Top Gear Live :)

Top Gear Live. Od czasu kiedy dowiedziałam się, że takowe coś u nas będzie chciałam jechać. Jednak bilety poszły jak świeże bułeczki, na droższe mnie po prostu nie stać. Brałam udział w kilku konkursach i udało się :D Jadę ;), ale czekam cały czas na najważniejsze – na akredytację. Nie wiem ile jeszcze poczekam na info o jej przyznaniu lub nie, ale chce już mieć to za sobą.

Dlaczego chcę jeszcze więcej niż mam? To raczej osobista rozgrywka z samą sobą. Jak pojadę „na biletach” będę tak jak wszyscy, zwykłym obserwatorem..., ale nie po to studiuję dziennikarstwo, piszę dla redakcji by nie móc w końcu tego wykorzystać prawda? Ten wyjazd to także zmierzenie się z przeciwnościami. Dojazd do Warszawy to jest nic, ale powrót? Jeżeli impreza zakończy się o 24 najbliższy autobus do domu o 6:30 rano :D Zapytacie dlaczego nie samochodem? Nie chcę by zrobiono z niego ser szwajcarski albo bulić nie wiadomo ile za parking. A w Warszawie byłam – to nie dla mojego autka :D

Taki wyjazd to też możliwość spotkania się z tymi, z którymi mam przyjemność pisać przez fb oraz rozmawiać przez telefon. A żeby było tego mało... bilety są z możliwością wejścia na Pit Party i tu będę mogła poszaleć z dyktafonem – jeżeli nikt mnie nie odprawi z kwitkiem ;)

 Obecność w Warszawie to także test, czy spotkam tych których chcę ;) oraz mojej własnej odporności.. energetyki na mnie nie działają – w Poznaniu wypiłam ich około 10? i poszłam spać jak małe dziecko, kawy nie lubię.. więc nie wiem jak to zniosę.. jeżeli wyjazd w piątek o 23 to będę spała przez noc w autobusie. O 7 na miejscu i jak tu wytrwać do 24 i jeszcze do 6:30? To będzie wyzwanie ;)