poniedziałek, 21 października 2013

"Najważniejsze jest to, że ktoś wniósł do F1 powiew świeżości a w MotoGP ją utrzymano. "


Obiecałam sobie, że nigdy nie będę poruszać tego tematu, ale chyba muszę. Komentarz F1 i MotoGP w naszym kraju. Na pewno wielu z was zna Michała i Grzegorza z czasów relacji MotoGP na kanale sportowym SportKlub. Jednak przyjrzyjmy się czasom obecnym.

Pozwólcie, że nie napiszę nic na temat przeszłości F1 na kanałach Polsatu…. Skupię się na teraźniejszości. Na pewno byliście zaskoczeni, kiedy usłyszeliście głos Grzegorza, a nie Maurycego. Ja byłam, ale od pierwszego wysłuchania – jak to dziwnie brzmi ;) – stwierdziłam, że to jest to i coś mi ten głos był znajomy. Gdzieś już go słyszałam.. dopiero potem mnie oświeciło, że to ½ składu MotoGP. 

Pierwsze treningi, kwalifikacje i wyścig. Grzegorz, dla którego był to debiut zakończył pierwszy weekend na 4+. Był to niesamowity debiut i żeby od razu na 4+?! Tak i proszę mi nie zarzucać, że jestem nieobiektywna, bo oceniam wszystko z punktu widzenia tego, czego nauczono mnie na studiach dziennikarskich. 

Pomyłki się zdarzają i zdarzać będą, ale Grzegorz potrafi się do nich przyznać. Sama kilkukrotnie zwracam na coś uwagę, a sam zainteresowany przyznał się do błędu i to na antenie!… w przeciwieństwie do Pana Andrzeja – chociaż powoli się uczy. Nadal męczy mnie wcinanie się w słowo Grzegorzowi, nadal męczy mnie przypominanie pięć tysięcy razy tej samej historii.. męczy mnie, że Pan Andrzej stwarza wrażenie, jakby nie patrzył na ekran tylko gadał co chciał.. no cóż. Jednak trzeba mu oddać, że posiada wiedzę i to nie małą.. ale teraz nastały czasy, gdzie trzeba komentować jak przysłowiowa katarynka i trzeba wszystko mieć na uwadze. 

Michał i Adam lub jak to czasem ma miejsce Grzegorz i Adam. No to są wyśmienite połączenia. Trzy żywioły, które potrafią ze sobą współgrać. To jest magia. Oczywiście Adam miał słabe dni za mikrofonem, ale domyślam się czego to było powodem i można mu to wybaczyć. Zdarza się.  

Panowie mają dar, który powoduje, że chce się ich słuchać. Kochają – mam nadzieję ;) – to co robią i robią to sercem. A musicie przyznać, ze wszystko co jest robione z sercem jest najpiękniejsze.

Jednak nauczyliśmy się wszystko krytykować, ot nasza cecha. Wielu nie może się pogodzić, że obecnie F1 i MotoGP jest żywiołową relacją, dynamiczną i rozwijającą się. Wielu nadal uważa, że obie dyscypliny sportowe to dodatek do niedzielnego kotleta czy rosołu. Jednak do świata F1 – naszego kolorowe, chermetycznego świata wkroczył Grzegorz. Według mnie osoba idealnie nadająca się na komentatora naszej ukochanej królowej. 

Aby było śmieszniej musimy pamiętać jednak, że Panowie przeprowadzają relację a nie komentują ją.

Nadal boli to, że wiele osób w tym osoby związane z F1 krytykują Panów w internecie, a nie potrafią powiedzieć tego im w twarz. Smutne, ale prawdziwe… Ja tylko powiem, na podstawie relacji wirtualno - rzeczywistej w pewnym stopniu, że panowie są odpowiednimi osobami, na odpowiednich miejscach... a jeżeli ktoś mówi, że zrobi to lepiej, zapraszam przed mikrofon do stacji Polsat. 

Najważniejsze jest to, że ktoś wniósł do F1 powiew świeżości a w MotoGP ją utrzymano. 


czwartek, 17 października 2013

Vettel i Alonso - słów kilka ;)

Jedni go kochają, inny nienawidzą. Są jego wiernymi fanami, lub uważają za największego wroga. Były, obecny, przyszły Mistrz Świata – Sebastian Vettel. Można go nie lubić, nienawidzić, ale jest mistrzem. Zapracował sobie na to. Kto będzie pamiętał jak zdobył tytuły? Kto będzie pamiętał, że przez niego Mark był tylko pionkiem. Ludzie będą pamiętać to, że był i jest Mistrzem.
Alonso, Vettel, Hamilton. Trzech kierowców uważanych za bogów kierownicy. Jednak każdy z nich ma wady i to dość spore.
Alonso niby pokazał, że potrafi wycisnąć z marnego McLarena 101%, ale z Ferrari nie pokazuje nic. Kompletne zero. Ciągły płacz, że Massa go blokuje, ciągłe polecenia TO dla Felipe – tak zachowuje się Mistrz Świata? Przepraszam, były mistrz, który w decydującym momencie nie potrafił wyprzedzić żółtego bolidu Renault i potem wszystko zwalił na Rosjanina. Hiszpan niby podąża drogą Samuraja, ale Samurajowie mieli honor, nigdy nie kłamali, a jeżeli nie mogli czegoś dokonać lub zhańbili swoją osobę z honorem odbierali życie. Jakoś Alonso mi nie pasuje do Samuraja, chyba, że podąża drogą jakiegoś wykolejonego wojownika.
Vettel jest czasem zarozumiały, pyszałkowaty, ale nie oszukujmy się. Potrafi swoją pracę przekuć na wyniki. Oczywiście, że nie jest doskonały. Nie raz już pokazał, że jak jest na 2,3 albo dalszym miejscu gubi się, denerwuje, jest prowadzony przez zespół po sznurku, bo sam by sobie nie poradził. Jednak analizuje wyniki, szuka ułamków setnych by być najszybszym. Nielegalny bolid? Jak na razie nikt tego mu nie udowodnił i na razie odłóżmy to na bok. Jazda bolidem BMW, wygrana w Toro Rosso – tu szukajmy jego geniuszu. Tu jest geniusz Vettela. Marny bolid, którym dał radę pokonać największych. RBR dał mu najszybszy bolid, który – według mnie – trochę umniejsza jego umiejętnościom. Teraz ma łatkę szybkiego przez to, że Newey dał mu piekielnie szybki bolid. A moim zdaniem powinno mu się zostawić trochę miejsca na samorealizację. Na doskonalenie bolidu samemu. Według mnie Vettel zmienił się troszeczkę na gorsze, ale nie oszukujmy się, jest geniuszem kierownicy. Może nie za sprawą Red Bulla, ale za sprawą tego co pokazał w przeszłości. A charakter? Vettel jest wredny, niczym kiedyś Alonso w McLarenie ;)

A o Hamiltonie pisać na razie nie będę ;)

wtorek, 15 października 2013

"Jesteś tylko malutką częścią świata, która kiedyś zniknie"...


Siedzę sama w pokoju… moja współlokatorka mnie opuściła na jakiś czas. Przede mną znów stos kserówek, jutro zajęcia przez cały dzień. Jednak nie potrafię się skupić. Nie chodzi tu o gorączkę, czy zatkany nos, tylko znów myślę o życiu. O tym co jest dla mnie cenne, co kocham, co szanuję… Śmierć Seana mnie dotknęła, czuję się jakbym straciła przyjaciela… Pamiętam jak zaprosiłam go do znajomych, a potem się śmiał, że musi zmienić swoje prywatne konto na fan page, bo nagle się stał popularny – i zrobił to.. to był śmieszny dzień wówczas. Dziś go wspominam, jako kierowcę, człowieka który był zawsze ułożony i czasem uśmiechnięty – jak to Anglik. Jednak malutkim pocieszeniem – jak to kolokwialnie brzmi! – jest to, że zginął robiąc to co kochał….
Mimo iż nie znałam go osobiście, czuję pustkę. Już nie usłyszę jego nazwiska podczas wyścigu, już nie zobaczę żółtego stroju na podium – on po prostu odszedł do lepszego świata.
Czym jednak jest człowiek w obliczu śmierci? Niczym. Może jedynie pomyśleć o zmarłym, zapalić lampkę na jego grobie, popłakać się z powodu jego straty. Tak sobie myślę, że dopiero kiedy ktoś umiera przypominamy sobie jaki ten ktoś był naprawdę. Zapominamy o jego winach, wadach.. ale nigdy nie słyszałam złego zdania na temat Edwardsa. Nigdy.
Jak wiecie, rozmawiam sobie czasem z Grzegorzem, czy Mickiem…. I tak mi przez chwilę przez głowę przeszło… no wiecie… Mimo iż są ode mnie o wiele starsi, mają swoje rodziny czuję się jakbym znała ich dawna – mam nadzieję, że to nie jest głupie… jednak ja naprawdę się przywiązałam do nich. W gronie znajomych mam też dziennikarzy, kierowców.. czasem do nich napisze, ale jestem typem człowieka, który się nie narzuca. Skomentuję od czasu do czasu jakiś post, dam przysłowiowego lajka… ale głupio mi pisać od tak.
Przykładem człowieka z którym sobie jeszcze swobodnie piszę jest Chris Vlok. Może dlatego, że to ja poprosiłam go o wywiad, że to ja poprosiłam go by był naszym ekspertem od torów… ale chwila….. Z Estrem też robiłam wywiad i nie potrafię luźno do niego napisać. Może zajęcia z Psychologii Internetu pozwolą mi odkryć dlaczego postępuję tak a nie inaczej…

Sean będę za Tobą tęsknić…

piątek, 4 października 2013

„Robisz coś nieszablonowego”

F1. Od kiedy pamiętam pałęta się w moim życiu. Nigdy mi nie zrobiła krzywdy, bardziej ludzie z nią związani albo jej przeciwnicy.
Wróciłam na studia. Kilku osób cholernie mi brakowało i odczułam to już pierwszego dnia – tęskniłam za nimi. Mój bliski kolega – zawsze się droczymy i sobie docinamy, ale robimy to ze świadomością i zawsze na koniec jest śmiech. Nawet jego dziewczyna się zaczęła dopytywać dlaczego mi ciśnie – dopiero od niego dowiedziała się, że to droczenie ;) Kilka koleżanek. Jakby dobrze policzyć na 70 osób trzymam się z 10? 12? osobami? Przynajmniej mi te osoby pasują :)
A dlaczego chciałam rzucić wszystko w diabły? Docinki, cholerne, pieprzone docinki, wyśmiewanie się. Jestem takim człowiekiem, że przez pewien czas się nie przejmuję, ale jak wszystko się nagromadzi to potem płaczę przez pół nocy i następny ranek – przynajmniej mi teraz jest lżej. Najgorzej jest kiedy człowiek analizuje wszystko co się zdarzyło, co zrobiło się źle – ryczysz jak bóbr. Jednak chwile załamania miała swoje dobry strony – widzisz wówczas kto chce z Tobą rozmawiać, kto chce Cię wesprzeć, komu zależy na tym, by przez głupotę nie rzucić czegoś cennego... i pewnie nie wiedzieliby, że coś jest nie tak, gdybym nie napisała tego na fan pagu... jakoś łatwiej mi tu pisać, bo większość z Was wie, że jestem tylko studentką i początkującą dziennikarką F1.
Jako tak zwana „przylepa” siedzę na fejsie i wysyłam emotikonki, po prostu aby ktoś wiedział, że jestem – a może ma czas i porozmawia ze mną? Oczywiście nie jestem spamerem i nie robię tego co pół dnia ;)
Teraz będę miała przedmiot „Psychologia internetu” i tak się zastanawiam jaki ubaw będzie miała osoba, która zna mnie prywatnie i mojego fejsa oraz zna i czyta moje notki. Analizując mnie z fejsa i mnie z bloga to dwie różne osoby. Na swoim wallu umieszczę cytat albo piosenkę i nie każdy wie, że mam doła, a tu mówię o tym otwarcie. Normalnie wariatka ;)
Ostatnio przeczytałam o sobie, że jestem fajną osobą oraz, że robię coś nieszablonowego. Kurde, dwie różne osoby i takie komplementy – chce tak zawsze ;)
Piszę, piszę i wyszedł jeden wielki chaos – cała ja ;) dlatego może zakończę tutaj swoje chaotyczne pisanie i po prostu porządnie się wyśpię ;)