środa, 27 listopada 2013

Co w końcu z tym Polsatem...


Miałam pisać o zakończonym kilka dni temu sezonie, jednak sytuacja z F1 w sezonie 2014 na polskim rynku medialnym zmieniła trochę moje plany. 

GP Brazylii ma/miało być ostatnim wyścigiem w telewizji Polsat. Po 7 latach cała załoga pożegnała się z widzami, wspomniała o tym, że to były pięknie spędzone lata. Na drugi dzień w mediach internetowych pojawiły się przeczące sobie informacje: „Polsat nie będzie transmitował F1 w sezonie 2014” oraz „Polsat jednak walczy o F1?”. 

Wiadomo, że od czasu kiedy Robert Kubica – po swoim wypadku w jednym z rajdów – nie wrócił do F1, oglądalność zaczęła spadać. Reklamy nie przynosiły już takich zysków jak kiedyś, pojawiły się programy rozrywkowe, które były chętniej oglądane niż wyścigi czy kwalifikacje. Niestety, mimo iż na pewno większości kibiców pasowałyby relacje w kanale Polsat Sport News, to istnieje ogromne ryzyko, że Formuła 1 zostanie przejęta przez NC+, Orange lub FOX, który ma powstać na potrzeby F1 w naszym kraju. 

Jednak co mnie dziwi. Fakt sprowadzenia do studia i do kabiny komentatorskiej Grzegorza. Pojawienie się jego osoby spowodowało, że bardzo wiele osób wróciło do oglądania poczynań kierowców. Wzrósł poziom, merytoryczność, nie przeszkadzały nawet słynne wstawki P. Andrzeja. Jednak ucinanie podium, tabel z wynikami pokazywało, że „Słoneczna Stacja” za wszelką cenę próbowała za pomocą reklam jakoś nadrobić straty. Jednak co z Grzegorzem? Wróci do komentowania MotoGP, czy zostanie wydelegowany do innych sportów? Na pewno zakończenie współpracy między nim a stacją będzie bardzo - ujmijmy to grzecznie - brzydkim zachowaniem.  

Prawa do emisji.

Jeżeli chodzi o nasz kraj, wydaje mi się, że jesteśmy wstanie wynegocjować niższą cenę niż to ma miejsce w przypadku Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Nie posiadamy swojego reprezentanta w Formule 1, weekendy wyścigowe ogląda mało osób, więc powinno się to opłacać nie tylko Berniemu, ale i nam. 

Obecnie w internecie można znaleźć wiele przeczących sobie informacji – o czym wspomniałam wyżej. Grzegorza nawet nie pytam o te sprawy, bo przecież jak sam napisał na swoim profilu, nie on o tym decyduje. Nam pozostaje jedynie wpieranie Facebookowej inicjatywy „Chcemy F1 w Polsacie”, bo już nie raz udowodniono, że siła akcji na „Twarzoksiążce” przynosi efekty ;) 


poniedziałek, 18 listopada 2013

"kto, gdzie, jak, z kim i dlaczego." ;)


Zamiast czytać tekst na jutrzejsze zajęcia robię milion innych rzeczy. Ostatnie dni spowodowały, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy, ale też mi trochę tęskno. Jednak postanowiłam coś tu „nasmarować”. 152 lajków plus duża liczba czytających zobowiązuje.

Może zajmijmy się tematem, kto, gdzie, jak, z kim i dlaczego.

Po pierwsze Kimi. No cóż.. Po wczorajszym wyścigu Fin spadł z pudła w generalce i nie ma szans na odrobienie strat. Operacja kręgosłupa, na którą ponoć namawiali go włodarze Ferrari przebiegła bez komplikacji i sam zainteresowany ma się wyśmienicie. Śmieszy mnie ta sytuacja, ponieważ Kimi znów wchodzi do tej samej rzeki – czytaj Ferrari, – ale rezygnuje z bycia na pudle i pieniędzy, które by dostał. Tak wiem, Lotus mu nie płaci.. ale są rzeczy ważne i ważniejsze.

Dwa Heikki Kovalainen. Hmmm treningi i kwalifikacje ładnie, wyścig już trochę mniej. Jednak patrząc na problemy, jakie dokuczały Finowi, można mu wybaczyć. Davide ma focha za to, że Lotus wybrał doświadczonego Fina, jednak z całym szacunkiem dla niego, myślę, że skończyłby gorzej. Coś jak Fisi, który zastąpił Massę po wypadku. W Spa o mało nie wygrał w wolnym Force India i to z Ferrari, które było prowadzone przez Kimiego, a w Ferrari przegrał wszystko.. Kimi jednak nie tylko zostawił mu bolid, ale i bieliznę :D czytując samego zainteresowane „ciekawe czy ją chociaż uprał”? ;)

Trzy Perez. No cóż. Raz na wozie raz pod wozem. Meksykanin miał kilka dobrych wyścigów, jednak McLaren mu podziękował. Aby tego było mało na torze w Austin wywieszono przerobioną flagę Meksyku, czym jeszcze bardziej Brytyjska Legenda rozwścieczył jego fanów. Szefostwo zespołu twierdzi, że szuka dla Checo miejsca na przyszły sezon, jednak wszyscy wiemy, że to nie jest takie łatwe. Tu nie ma telefonów pt: „Cześć. To ja Martin, słuchaj weź daj Perezowi fotel na następny sezon”.. Tak łatwo nie ma. Jednak dziwi mnie jego następca. Kevin Magnussen. Szczerze przyznam, że nie śledziłam jego losów w Formule Renault 3,5, jednak przeglądając jego dorobek wyścigowy można powiedzieć, że nie jest to porywanie się z motyką na słońce przez McLarena.

Cztery Pastor Maldonado. Kiedy tłumaczyłam jego wypowiedź po kwalifikacjach to o mało nie padłam. Nie lubię zachowania – w pewnych aspektach – Vettela, ale to, co wyprawia i mówi Wenezuelczyk powoduje, że mam go serdecznie dość. Jeżeli Lotus połasi się na jego „walizkę pieniędzy” a nie wybierze zdolnego Hulka, to można śmiało powiedzieć, że Lotus się sprzedał i będzie mi szkoda Groszka, który będzie musiał znosić fochy primadonny.

Pięć. Felipe Massa i Rob Smedly. Cieszy mnie to, że przechodzą razem do Williamsa. Jednak tak mnie zastanowiła jedna rzecz. Rozmawiając z mamą i udzieleniu jej wszystkich informacji powiedziała takie zdanie: „to coś jest nie tak, jeżeli Robert idzie z nim do Williamsa”. W sumie ma rację. Rob ma stałą pozycję w Ferrari, pensję a w Williamsie nie będzie tylko inżynierem Massy. Możliwe, że Smedley dostał takie stanowisko pracy, które będzie sporym awansem dla niego, nie wiem. Aż mi się przypomniały czasy jak wiedziałam dużo więcej niż teraz – jednak bycie dziennikarzem utrudnia pewne kontakty ;)

Sześć Vettel. No, no, no. Nasza dzidzia powoli dojrzewa ;) Ósme zwycięstwo z rzędu, piękne słowa po wyścigu. Niemiec wyraźnie dorośleje. Ciekawe na ile plotki o przyszłym ojcostwie są prawdziwe. Jednak nie zgodzę się z tym, że jest jak Senna czy Schumacher. Vettel to powoli legenda swoich i tylko i wyłącznie lat :)

Siedem koniec.

środa, 13 listopada 2013

„Szczęście to mój wróg”


Tak proszę państwa, czas na kilka słów o „Rush”.

Kiedy siedzisz w tym sporcie i wiesz, że film oparty jest na faktach i je wszystkie znasz, to masz takie poczucie: „zobaczymy jak to ubrali w całość. Komercja i reklama wygrały, czy w końcu stworzono arcydzieło?” Takie oto różne myśli pałętały mi się po głowie.

Siedząc na sali kinowej – po milionie reklam - wstęp wywołał u mnie sporo emocji. Dreszcze, gęsia skórka, maksymalne skupienie – pozostało ze mną do końca.

Każda minuta filmu, każdy kadr wywoływał u mnie emocje. Oczywiście były momenty, że chciało mi się wnet ryczeć, ale dałam radę ;) Jak to bywa w filmach opartych na prawdziwych historiach było kilka małych przekłamań, pomyłek, jednak bądźmy szczerzy, to jest to najlepszy (w obecnych czasach) film o F1. Nie wiem czy widzieliście, ale polecam obejrzeć sobie bardzo wiekowy już i bardzo długi film pod tytułem „Grand Prix” z 1966 roku. Kiedy dowiecie się jak powstawały zdjęcia do tego filmu, na pewno stwierdzicie, że tutaj też tak można było (jednak film bez pomocy komputera i miliona grafików, to w obecnym czasie nie to ;).

Nie będę spojlerować, bo nie wiem czy wszyscy widzieli już „Wyścig” (to tłumaczenie mocno mnie irytuje). Małym minusikiem były momenty GP, gdzie można było sobie darować muzykę i dać odgłosy „pędzących koni mechanicznych”.  Jednak Hans Zimmer, to marka sama w sobie i tutaj wybaczam ;)

Odtwórcy głównych ról? Genialni. Odtwórca roli Laudy na Oskara. Hunt troszeczkę mniej. Nie wiem czy twórcy filmu korzystali z książki pod tytułem: „Wewnątrz umysłu kierowcy Grand Prix”, ale tam też można było sporo dowiedzieć się o Huncie i Laudzie. W sumie to muszę poszukać, na czym głównie się opierali.

Jednak wiecie co mnie totalnie zaskoczyło? Końcówka. Nie powiem co dokładnie zawiera, ale kilka łez możecie uronić. Piękne słowa z ust człowieka, po którym byście się tego nie spodziewali – tak końcowe słowa, są autorstwa samego Laudy :)

PS: zarzucono mi osobiste przeżycia na blogu.. hmmm ale chyba od tego jest blog prawda :)? Jednak przyjmuję krytyka, nie samymi pochlebstwami człowiek żyje ;)