środa, 5 lutego 2014

Ulotność życia


Ayrton Senna, Maria de Villota, Sean Edwards. Co łączy tych ludzi oprócz miłości do Motorsportu? Śmierć.

To tylko trójka ludzi, która odeszła z tego świata. Dziś pojawiła się informacja, że szef Russian Time – Igor Mazepa – nie żyje. Pytanie, które się nasuwa jest banalne: dlaczego życie jest tak okrutne i niesprawiedliwe? Dlaczego zabiera z tego świata nagle kogoś, kto żyje pełnią życia?

Nie będę jednak wchodzić tutaj w polemikę z Bogiem, bo jak widać on wie, co robi.. Jednak, kiedy umiera ktoś, komu kibicujemy, kogo wspieramy, rozmawiamy... Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, kim ten ktoś dla nas był. Dopiero wtedy człowiek rozumie, co się stało, kogo stracił… 

Nigdy nie zapomnę jak Felipe miał wypadek na Hungaroringu. Nie potrafiłam myśleć o tym, że może umrzeć, myślałam o tym, że ma żyć – tak jak to ma miejsce w przypadku Schumiego.
Pamiętam jak pisałam o Marii. O tym, że miała wypadek, że wyszła z niego, że ma się dobrze... i nagle wiadomość, że zmarła. Czułam się fatalnie.

Śmierć Seana mnie poraziła. Czułam się jakbym coś straciła. Jakby mi coś odebrano. Wiele osób się dziwi, jak można odczuwać stratę po kimś, kogo się nawet nie spotkało. Jednak to się nazywa przywiązanie. Przywiązanie jak do czegoś cennego.

Przywiązanie i odejście kogoś z naszego życia – niekoniecznie poprzez śmierć – jest właśnie jak jego śmierć. Czujemy się jakby ktoś nagle umarł, mimo iż nadal żyje na tym świecie.

„5 minut temu z nim rozmawiałem. 5 minut temu stał na polach startowych. 5 minut temu rywalizowaliśmy na torze. Teraz nie ma Cię przyjacielu.” – Jeżeli dobrze pamiętam fragment ten pochodzi z książki „Wewnątrz umysłu kierowcy Grand Prix”.

Tak właśnie to wygląda. Kierowcy oraz inni związani ze sportami motorowymi odchodzą nagle i niespodziewanie. Jednak giną, robiąc to, co kochają. Zabrzmi to kontrowersyjnie, ale giną dla nas... kibic to świętość dla każdego sportowca. To on daje mu siłę, motywację do tego, co robi. To dla kibiców poświęcają wiele – nie tylko dla siebie czy swojej rodziny. 

Wiele ludzi twierdzi, że są głupcami, bo na własne ryzyko podejmują walkę ze śmiercią. Jednak ich śmierć nie idzie na marne.

„Kiedy wsiadam do bolidu zapominam, że jestem mężem, ojcem, bratem, synem. W kokpicie jestem tylko ja i mój bolid. Jestem wtedy sam” – kontrowersyjne, ale prawdziwe. Takiej odpowiedzi udzielił Felipe Massa na pytanie, czy nie boi się śmierci i tego, co może stracić.

Miejmy nadzieję, że śmierć.. chociaż na chwilę odpuściła…