piątek, 30 maja 2014

Konferencja marzeń

W końcu mam chwilę wolnego na to, aby coś tutaj napisać – szkoda, że pisanie licencjatu nie idzie tak szybko, jak pisanie notek ;))

Trochę pajęczyn się pojawiło i trochę się przykurzyło, ale zaraz będzie czysto ;) Pamiętacie notkę o walce o swoje marzenia mimo przeciwności losu? O tym będzie niniejsza notka.

Chęć bycia dziennikarzem wydaje się prostą sprawą, ale bycie dziennikarzem F1 w kraju, który nie ma zbyt bogatej historii związanej z tym sportem jest już trudniejsza. Nie będę wracać do początków, ale uwierzcie było trudno momentami. Jednak od pewnego czasu jest inaczej. Wydaje mi się... a nawet jestem pewna, że potrzebna mi była motywacja do działania oraz to, by obok byli ludzie, którzy w Ciebie w jakiś sposób wierzą i znajdą dla Ciebie – mimo nawału swoich obowiązków – chwile dla Ciebie.

Pierwszą rzeczą, która była ważna, było uzyskanie akredytacji dziennikarskiej na konferencję organizowaną przez InvestGDA odnośnie budowy Narodowego Centrum Sportów Motorowych i Rekreacji. Kiedy się to już udało, z każdym dniem niecierpliwość, ale i zdenerwowanie rosło. Ja, szaraczek rzucam się w świat, w którym znajdują się profesjonalni dziennikarze, poważni działacze etc. Przerażenie i zdenerwowanie sięgnęło zenitu, kiedy się okazało, że będą tam Grzegorz, Mick oraz Adam. Tak, to dziwne, ale myślałam, że wszystko tego dnia spowoduje, że dostanę zawał na miejscu. Może się to wydawać śmieszne, ale pierwsza konferencja i to tak poważna jest - dla kogoś nadal raczkującego - cholernie stresująca.

Jednak z każdą minutą przyzwyczajam się do faktu, że siedzę obok osób, którymi w jakiś sposób się inspiruję, bo odwalają kawał świetnej roboty i potrafią to przełożyć na sukces. Uwierzcie, kilka razy uszczypnęłam się w rękę czy aby na pewno to nie sen i czy aby na pewno siedzę w sali konferencyjnej AmberExpo w Gdańsku. Oczywiście kwestia „połknięta kija” była raz większa raz mniejsza, ale wydaje mi się, że gdyby nie rady i pomoc owej trójki, to bym chyba się tam nie odnalazła albo błądziła jak dziecko we mgle. Wydaje mi się, że przełomowym momentem były dwie sprawy: to, że miałam „opiekę mentorów” oraz luźny i swobodny wywiad z Ralfem van Werschem - współpracownikiem firmy Tilke GmbH & Co. KG. Potem poszło już łatwo, ale nadal uczucie kija jakoś było odczuwalne.

Na koniec dnia zmokłam tak, że wyglądałam jakbym wyszła spod prysznica, ale to co się zdarzyło tego dnia spowodowało, że zamiast to przeklinać wybuchnęłam śmiechem. Po chwili na niebie pojawiło się słońce i tęcza a ja wracałam do domu z uczuciem, że w końcu udało się to, czego zawsze chciałam: znaleźć się na konferencji prasowej jako dziennikarz.

To był jeden dzień, kilka godzin, ale ja pamiętam wszystko minuta po minucie. Każde prawie słowo, szczegół. Bliska mi osoba powiedziała, że będę to pamiętać do końca życia, bo rzeczy i zdarzenia, które przez długi okres czasu są naszym marzeniem i się spełnią na zawsze wykuwają ścieżki w naszej pamięci.

12 maja 2014 roku - data, która zawsze będzie dla mnie ważna . Jest to dzień, w którym udało mi się osiągnąć to co zawsze chciałam.

„Nie ważne jak długo marzycie i walczycie, walczcie i marzcie, bo w końcu się to spełni i wygracie jedną z najważniejszych bitew waszego życia.” :)

Grzegorz, Mick, Adam – dziękuję :)

sobota, 3 maja 2014

Liczby, daty, rocznice, sezonowcy - misz-masz

30 kwietnia oraz 1 maja. Dwie daty, które kibice F1 pamiętają zawsze. Jednak to nie są jedyne daty, które są bardzo ważne dla F1. Zdaję sobie jednak sprawę, że są osoby, które pamiętają te daty dla lansu – tak, znam takie osoby. Tak się ostatnio zastanawiałam, kto z nas pamięta datę rozpoczęcia Mistrzostw F1, ile tytułów zdobył dany kierowca lub jakie tory znajdują się we Włoszech.

Możliwe, że trochę a może i całkowicie jadę teraz po bandzie, ale ostatnimi czasy niesamowicie mnie wkurzają „sezonowcy” lub totalnie oderwani od rzeczywistości ludzie, którzy na hasło „sporty motorowe” wręcz uciekają z krzykiem.... Sytuacja z Empiku w Toruniu. Przeglądam sobie najnowszy numer „F1 Racing”, bo mój leży na biurku w domu. Podchodzi dwóch chłopaków i patrzy na mnie jakbym czytała jakieś porno... nie wspomnę o jeszcze dawniejszej reakcji jak przeglądałam Motormanię... Czułam się jak ufoludek przy tej półce.

Jednak co do sezonowców. Rocznica Rolanda. Kilka portali i osób wspomniało o tym na forum czy Fb. Rocznica Ayrtona? Wszędzie pełno informacji o nim. Informacje wrzucali nawet Ci, co nigdy nie oglądali wyścigu.. po prostu nie chcieli być gorsi. Tak, sama wrzuciłam info na tablicę, ale pamiętam kim byli, dla kogo jeździli itd. Wkurzają mnie tacy ludzie, którzy nagle zaczęli oglądać F1 czy MotoGP, bo jest ciekawie, wypadki i w końcu jest walka... no proszę... Ok, nowi fani są potrzebni, ale nie tacy akurat...

Oczywiście nie chodzi o to, że wrzucam wszystkich do jednego worka, tylko piętnuje tych, którzy na to zasłużyli. Dziwnym trafem ostatnio trafiam na ludzi, którzy przypominają mi piszczące fanki Biebera czy Kwiatkowskiego...