sobota, 28 czerwca 2014

Niesamowity dzieciak MotoGP

Marc Marquez – 21 letni dzieciak, który obecnie pokazuje wszystkim zadek – i nie tylko - w MotoGP ;) W sumie dzieciak, to złe określenie, bo ten młodzieniec jest tylko rok młodszy ode mnie. Kurde. Rok młodszy a tyle już osiągnął.

Kochają go miliony, może mieć każdą dziewczynę, ale jak stwierdził ostatnio, jest wolny i skupia się na tym co kocha – czyli MotoGP. Jego więź z bratem jest bardzo silna. To Marc zaraził Alexa motoryzacją a potem motocyklami. Ojciec Hiszpanów, który był dziś obecny na torze może śmiało powiedzieć, że jest dumny z takich synów. Jak to się dzieje, że wygrywa wszystko? Trudno to wytłumaczyć. Zawodnik Repsol Hondy jest jak … hmmm Schumacher? Możliwe. Zaprogramowany na każdy wyścig tak samo. Aż przypomina mi się opis z książki pod tytułem: „Wewnątrz Umysłu Kierowcy Grand Prix”, gdzie była mowa o tym, że Schumacher w danej chwili „sięga”/”otwiera” daną szafeczkę czy skrytkę i programuje się na dany stan. Tak jakby w jego umyśle były szuflady z instrukcją na dany czas i miejsce.

Śledzę MotoGP od długiego już czasu. Pamiętam czasy tej serii w SportKlubie, pamiętam zacięte pojedynki Rossiego ze Stonerem. Tęsknię za Marco... Jednak Marc, uśmiechnięty od ucha do ucha młodzieniec jest po prostu sobą. Zero afer, zawsze – w miarę możliwości - spełnia życzenia fanów. Ostatnia akcja na jego fan pagu na plus. Czy pamiętacie, by w ostatnim czasie jakiś zawodnik, czy to z MotoGP czy F1 odpowiedział na więcej niż 5 pytań? No ok, słynne czaty Ferrari, gdzie sama zadałam pytanie Massie. Jednak tam ktoś te pytania wybierał, a tu sam zainteresowany siedział i odpowiadał. Odpowiedział na ile mógł i starczyło mu czasu. Ze względu na to, że na studiach miałam kilka przedmiotów związanych z komunikacją międzyludzką a także dodatkowe zajęcia z kongruencji, lubię od czasu do czasu przeanalizować daną osobę właśnie pod tym kątem. Taka mała zabawa w psychologa.

Marc to nie Hamilton, który mówi co mu ślina na język przyniesie. To nie Montoya, który budzi kontrowersje samą swoją osobą. To nie Kimi, który podczas konferencji prasowych mruczy coś pod nosem. Jakoś tak mi Hiszpan przypomina Massę. Nie wiem czy wiecie, ale po GP Austrii, Brazylijczyk spędził sporo czasu ze swoim synem, grając z nim w piłkę w Paddocku. Też się obaj uśmiechają, też są sobą, nie starają się nie budzić kontrowersji. Rodzina to najważniejsza rzecz na świecie – obok uprawianych dyscyplin.

To nie jest gloryfikacja na wyrost. Hiszpan jest wręcz kompletnym zawodnikiem. Ba, może i się pokuszę o stwierdzenie, że kompletnym, bo upadki i uślizgi są spowodowane szukaniem idealnej linii jazdy. Ten dzieciak jest na granicy i szuka jeszcze dalej jest prawdziwego miejsca. Nie ma co porównywać go do Rossiego, szukać cech innych zawodników. Marc ma swoje pięć minut, które wykorzystuje idealnie. Ja tylko proszę o jedno: aby sodówka nie uderzyła mu do głowy, bo jest za „fajny” na to, by został wciągnięty w wir celebrytów i innych tego typu podobnych.

Czas na mnie. Urugwaj gra z Kolumbią. Nie wiem jak przeżyje niedzielę bez wyścigu – może być trudno ;) Dobrze, że jest Mundial :D