niedziela, 17 sierpnia 2014

Najwyższa półka

Od wielu lat śledzę świat, który teraz tak naprawdę mnie otacza. Miałam się nie już nie odzywać w kwestii komentarza i jego jakości, ale po tym weekendzie po prostu muszę. Nie, nie dlatego, że dotyczy to trzech osób, które prywatnie darzę szacunkiem i w jakiś sposób biorę z nich przykład.

Od kilku sezonów narzeka się, że F1 i MotoGP to tylko studio, budka komentatorska w Warszawie i tak w kółko. Aż do dziś. Kiedy Polsat przejął MotoGP i zatrudnił takie osoby jak Mick, Grzegorz oraz Adam nagle nastąpił powiew świeżości i poczuliśmy się jak w innych krajach, gdzie komentarz stoi na wysokim poziomie.Nagle dostaliśmy coś, na co tak długo czekaliśmy.

Początki

Oczywiście, że na początku było trudno. Zwłaszcza dla Grzegorza, który musiał jeszcze w krótkim czasie ogarnąć F1 w sezonie 2013. Błędy się zdarzały, ale czy jest ktoś, kto by ich nie popełniał? Jego pojawienie się obok Andrzeja Borowczyka spowodowało, że wiele osób na nowo pokochało F1 – mimo, że nie było już Roberta Kubicy, przy odbiornikach zostali Ci, co kochają F1 nie patrząc na to, kto w niej jest. MotoGP to już czysty profesjonalizm, który może się wielu nie podobać, ale powiedzmy sobie szczerze, to dzięki tej trójce nagle tak wiele osób zainteresowało się motocyklami.

Liczne wyjazdy Michała i łączenie na żywo z bazą w Warszawie jeszcze bardziej podniosło rangę relacji i spowodowało, że wiele osób zaczęło uważniej śledzić zmagania „kolorowego cyrku motocyklowego” ;) Na pewno, sporym dopełnieniem profesjonalnej dwójki dziennikarzy znanej większości kibiców ze stacji SportKlub, jest Adam Badziak, który jako zawodnik przejechał wiele kilometrów na torach całego świata i wie jak zaciekawić swoimi opowieściami wybrednego widza.

Im dalej w las...

Im dalej w las tym lepiej. Z każdym wyścigiem czy to F1 czy MotoGP dało się zauważyć, że kibice widzą zmianę w relacji, jej jakości oraz ufają temu, kto jest po drugiej stronie ekranu. Idealnie dobrane głosy, barwy, poczucie humoru. Człowiek ma wrażenie jakby był częścią tego show, ma wrażenie, że nie jest przed telewizorem za karę, relacje go nie męczą. Po prostu z radością włącza telewizor i spędza całe dnie na śledzeniu zmagań danej dyscypliny, czy to F1 czy MotoGP i serii towarzyszących.

Brno

Od czasu kiedy panowie przyznali, że będzie relacja wprost z toru, wśród wielu osób pojawiła się euforia, ponieważ po wielu latach w końcu doczekaliśmy się relacji prosto z toru MotoGP. Zdjęcia, zapowiedzi wywiadów – no cóż, nieładnie, ale mała zazdrość była, ale i powód do dumy, że to nasi tam są i tak wspaniale się spisują. No cóż, jak widać, zachwyt jest, bo kto wie, kiedy następne takie akcje będą miały miejsce? Twitterowe konta całej trójki pewnie robiły się gorące, ja na fp Grzegorza robiłam co mogłam, by kibice byli usatysfakcjonowani – mam nadzieję, że wszyscy są zadowoleni.

Brno pokazało, że nasi milusińcy są odpowiednimi osobami na odpowiednim miejscu. Liczne, dowcipne konwersacje, żywy komentarz, ciekawe historie, odpowiadanie na pytania kibiców, śmieszne wpadki słowne ;), które nie rażą, a wręcz przeciwnie, wprowadzają wiele radości w to wszystko.

Jedno jest pewne. Możemy być z nich dumni. Dumni, że mamy takich zakręconych szaleńców, którzy swoim flow mogliby obdarzyć wiele osób. Ja jestem również szczęśliwa, że mam czasem okazję z nimi porozmawiać oraz mam możliwość patrzeć jak osoby, które podziwiam, wykonują kawał świetnej roboty. Warto z nich brać przykład a jeżeli ktoś chce powiedzieć coś brzydkiego lub skrytykować niech się przez chwilę zastanowi, czy warto, bo każdy z nas jest tylko człowiekiem. Nie ważne czy pracuje w telewizji czy nie, ale ma prawo do błędów. Ma prawo na chwile słabości, a my powinniśmy to uszanować i wspierać, a nie jeszcze bardziej dołować.

Pierwszy raz od dłuższego czasu czuję się na maxa wykończona weekendem wyścigowym. Tak powinno być, ale już zapomniałam jak to jest, kiedy masz na głowie tak wiele. Jednak czuję, że wywiązałam się ze swojego obowiązku... zwłaszcza z tego, z bycia administratorem fan paga Grzegorza.

Grzegorz, Mick, Adam: jesteście szaleni, pozytywnie zakręceni i za to kibice Was lubią. Za to, że jesteście sobą i pozwalacie „zwykłemu Kowalskiemu” na uczucie, że jest częścią wspaniałego świata sportów motorowych, że jest częścią waszego świata.

Oby więcej takich relacji i oby jeszcze więcej "łzów" radości. Tak proszę państwa, kilka razy w ten weekend popłakałam się ze śmiechu :)

środa, 6 sierpnia 2014

Przyjaciel/kolega w F1 – inny punkt widzenia

Kiedyś Robert Kubica i Lewis Hamilton odnieśli się do przyjaźni w F1. „Chcesz mieć przyjaciela w F1, kup sobie psa.” Rafaela Massa nie lubi F1, ponieważ jest „to zimne i nieprzyjazne miejsce.” Jednak chcę się do tego odnieść w nieco innym kontekście.

Nie jestem kierowcą F1 ani żadnym znanym dziennikarzem, ale żyję w środowisku, które kręci się wokół F1/MotoGP i innych serii wyścigowych. Oczywiście, że są hejterzy i Ci, którzy wymyślają niestworzone rzeczy o pewnych ludziach i faktach, ale nie o tym.

Tak się dzisiaj zastanawiałam, czy istnieje przyjaźń/relacje koleżeńskie na linii dziennikarz – dziennikarz, dziennikarz – kierowca. Pewnie co człowiek to opinia, ale ja uważam, że o wielu rzeczach nie wiemy i źle odczytujemy dane zdarzenia. Pierwszy przykład, który przytoczę, to Felipe Massa i dziennikarz O Globo, Celso Itibere (który jest jego wiernym kibicem) oraz drugi dziennikarz, tym razem telewizji Globo, którego imię i nazwisko wypadło mi akurat z głowy..., ale zapewne część z Was będzie kojarzyć tego pana z obszernego wywiadu, którego Felipe udzielił właśnie temu panu po wypadku na torze Hungaroring. Panowie znają się od x lat, spotykają się prywatnie, odwiedzają wzajemnie i żadnej ze stron nie przeszkadza to, gdzie pracują. Co więcej ani jednemu ani drugiemu nie przeszkadza to w krytykowaniu Brazylijczyka na łamach gazety czy na antenie podczas wyścigu. Można? Jak widać można.

Idziemy dalej. Fernando Alonso i Antonio Lobato. Tu może przesadzam z przyjaźnią, ale znajomość obu panów powoduje, że zarówno jeden jak i drugi pozwalają sobie na bardzo wiele. Kto nie zna żartów Alonso podczas relacji live Lobato, to polecam pobuszować na YT. Można się nieźle pośmiać ;)

Jednak bycie miłym, przyjaznym etc. może zaowocować także tym, w jaki sposób ludzie do nas podchodzą i jacy są wobec nas. Tu przykład dziennikarza, który po prostu momentami powala mnie na łopatki – Kai Ebel, dziennikarz F1 w stacji RTL. Oryginalny styl bycia, poczucie humoru oraz stosunek do otoczenia powoduje, że kierowcy chętnie z nim rozmawiają, niektórzy żartują a nawet oblewają go dla zabawy wodą lub przedrzeźniają i parodiują!Timo Glock jest w tym mistrzem ;)

Przykłady można mnożyć i pewnie powiecie, że to wyolbrzymienie, ale ja sama wiem, że można być dziennikarzem i pisać z kierowcami/dziennikarzami o ich sprawach prywatnych/zawodowych i nigdzie o tym nie mówić. Ja po prostu mam taką zasadę, że to, co ktoś mówi mi prywatnie, zostaje zachowane dla mnie i tylko dla mnie.

Poza tym... można się kumplować z dziennikarzami i kierowcami. Rozmawiać z nimi przez FB, TT, a nawet przez telefon. Przetestowane i sprawdzone ;)